czwartek, 12 marca 2015

uśmiechaj się do swojej sprzątaczki

Bądźmy szczerzy... bez ściemy... jak często uśmiechamy się do pań sprzątaczek czy to w domu czy to w pracy. Czy pani dozorczyni tudzież pan dozorca są obdarowywani przez nas dobrym słowem, miłym gestem, wspomnianym uśmiechem? Przychodzimy do pracy, ktoś opróżnił kosz spod naszego biurka, zniknął kurz z półek, kawa uzupełniona, brudne kubki i talerze pozmywane.
No a klatka schodowa... jeszcze nie tak dawno ślady brudnej soli na posadzce, wymieszanej z błotem, kamienie i suche liście... ale kto o tym pamięta, kto się zastanawia nad takimi detalami. Słońce wpada przez czyste okna. Pięknie się błyszczą i nikt już nie pamięta ich szarości z przed kilku tygodni.
Za oknem pan zamiata ulice, inny przycina gałęzie, kolejny je zbiera i wrzuca do przyczepy.

Przyznaję się bez bicia, że mimo szacunku dla tej ciężkiej pracy, nie zawsze zauważałam owe efekty. Fakt że jest czysto przyjmowałam jako coś normalnego. Gdy było brudno, pojawiało się owszem... oburzenie i ta myśl, czemu tu nikt nie dba o porządek... gdzie jest sprzątaczka i czy ona w ogóle umie sprzątać. No kto z nas tak nie ma?

Na co dzień spotykamy się z różnymi usługami. W sklepie przy kasie dziękujemy za wydanie reszty i rachunek, dziękujemy za zapakowanie pieczywa przy stoisku, za zważenie wędliny czy sera. Dziękujemy gdy ktoś nas przepuści albo podniesie coś co nam upadło, taksówkarzowi za kurs pod dom gdy zimno i plucha. No i tak można mnożyć.

Ale przyznajmy, że rzadko zdarza się dać wyraz naszej wdzięczności komuś kto zamiata za nas nasze brudy. Tak, jasne i oczywiście, że ta "niesamowita" refleksja pojawiła się pod wpływem naszej pracy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ameryki nie odkryłam. Pragnę tylko zwrócić powszechną uwagę i uczulić albo może nie... uwrażliwić...

Bo takie zwykłe "dziękuję" albo "świetna robota" lub "jak to miło wrócić do czystego domu" powiedziane wprost lub wysłane do sprzątającej osoby w postaci smsa może zmienić ten ciężki los choć na moment w coś przyjemnego. Czasem zaproponowany kubek kawy, wody czy herbaty też ratują sytuację i sprawiają, że na nowo zaczynamy wierzyć w ludzi. Jeden, mały gest, który nic nas nie kosztuje, rozświetla szarość codziennego zmagania się z wszechobecnym syfem, z którym ktoś codziennie musi sobie radzić.

Tak, dziś wypowiadam się w imieniu wszystkich sprzątaczek i sprzątaczy. No, chodziło to za mną od dawna.


poniedziałek, 2 marca 2015

słów spokoju kilka

Cieplejsze powietrze muska codziennie moje lico. Miła dla duszy jest świadomość, że zimniej już raczej robić się nie będzie, a te wszystkie stojące w blokach startowych pąki, zwiastują nasze przemieszczenie się w przestrzeni.

Obserwuję u siebie coraz większy spokój i opanowanie. A przecież powinno być coraz bardziej nerwowo. Wychodzę jednak z założenia, że nerwy nic tu nie zmienią. Zresztą nigdy niczego nie zmieniają. Są tylko naszym wrogiem i podcinają nam zdolność racjonalnego myślenia, trzeźwej oceny sytuacji. Mam wielką nadzieję, że ten spokój utrzyma się na dłużej. Noce przespane, poranki wyspane, słońce przy śniadaniu już oświetla szczyty rosnących przed oknem drzew. Jest prawidłowo. Jest dobrze.

Pociesza też fakt, że nie potwierdziły się nasze oczekiwania co do oferty, jaką przedstawiliśmy zarówno tutaj, jak i na fcbk oraz w mailingu do znajomych. Prawie nikt się do nas nie zgłosił. Nawet nie zapoznając się z dokładną ofertą oraz warunkami zatrudnienia. Czy to wreszcie w Polsce jest lepiej czy to jednak strach przed nowym powstrzymuje ludzi przed emigracją? Wolałabym to pierwsze. Prawda jest taka, że mamy szczęśliwie wstępnie kogoś do pracy ale zalewu ofertami nie było. I dobrze. Niech jednak mądry i wykształcony przeciętny Iksiński zasila budżet naszej Ojczyzny a nie oddaje ciężko zarobione pieniądze w postaci podatków sąsiadowi z zachodu. Podatki są tu czasem niszczące :-( i jeszcze serce boli, że my w sumie nic z tego mieć nie będziemy. Nie chcę narzekać ani bawić się w politykowanie ale może podatki dla emigrantów, tych którzy planują spędzić na obczyźnie zaledwie kilka lat, powinny mieć inną stawkę? No ale może oni czyli tubylcy właśnie na tym żerują. Sporo nas tu, więc i zarobek na nas konkretny. Bo odprowadzamy po równo, tak jak wszyscy. 

Odliczanie też cieszy każdego dnia bo liczba dni do końca systematycznie się zmniejsza. Wierzyć mi się nie chce, że to już, za moment. Wejdziemy w progi domu, jeszcze bez podłóg, wody bieżącej, z toaletą na zewnątrz. Ale to bez znaczenia bo proste życie nam się marzy i jednocześnie ciężka praca na swoim. Miałam tyyylleeeee planów na maj i na kolejne miesiące ale wiem, że niczego nie można przyspieszyć. Natura ma swoje prawa, swój porządek i chcemy jej słuchać. Chcemy iść za jej głosem, wyciszając się wewnętrznie, pokonując nowe kroczki z szacunkiem dla niej i pewnością, że nawet jeśli popełnimy błędy to tylko po to, aby nas one w przyszłości czegoś nauczyły. Czego? Jeszcze nie wiemy. To przyniosą kolejne dni i miesiące na nowym. 

Energii dodaje także wsparcie najbliższych. Choć bywały przez te cztery lata ciężkie chwile i milczeń sporo w skrzynce mailowej to jednak wiele znajomości tak pięknie się rozwinęło, że aż raduje się moje serce na myśli o tych ludziach. Niektórzy nie wytrzymali odległości i przyjaźnie się rozluźniły. Przykre ale nic nie można na to poradzić. Nie zamykam za nimi drzwi. Może się kiedyś się odrodzą, może nie. Teraz i to umiem przyjąć na klatę i zaakceptować obecny stan rzeczy. 
A to dlatego, że nie jesteśmy sami. Grono dobrych, chętnych do pomocy ludzi jest szerokie. Wierzę w takie dawanie bez oczekiwania rewanżu. A i tak czas na rewanż w życiu przychodzi, prędzej czy później. Mówię to jako zodiakalna waga, która ceni równowagę również w takiej postaci. 
Kiedyś ktoś dał mi w ciężkiej chwili, daleko od domu ciepłe i bezpieczne schronienie, a dzisiaj my zupełnie niespodziewanie mamy pod dachem taką istotę, której też los spłatał figla i pozbawił chwilowo bezpiecznego kąta. Naprawdę cieszymy się, że możemy coś ofiarować. 

No i do tego niezastąpiony Niuniol - kot, który zachowuje się jak człowiek, rozumie co się do niego mówi, przychodzi pomiziać się gdy jest gorzej, gdy jest zmęczenie, gdy humor siada. 


A na koniec dziękuję z serca za porady pod poprzednim wpisem odnośnie transportu kwiatów moich. Z pewnością skorzystam z tych rad i wierzę, że doniczkowy ogród przeprowadzi się z nami bez szwanku. Dobrego dnia dla Was wszystkich.

59 :-)


niedziela, 22 lutego 2015

68

Cztery lata temu było podobnie. Tyle, że w drugą stronę. Załatwianie, myślenie, spisywanie, segregowanie, pakowanie. Dziś to moja pierwsza wolna niedziela chyba w tym roku, taka kiedy nie muszę NIC. ON pojechał na weekend do Ojczyzny. Nie to żeby tak dla przyjemności no bo ON to już kompletnie nie wypoczywa.
A było tak....
Miłosny walę tynkowy dzień spędziliśmy w podróży do Belgii. Nie, nie, nie była to romantyczna podróż w nieznane. Otóż ON zakupił wreszcie swoją długo wypatrywaną maszynę. Szukał jej od grudnia i generalnie każda wolna chwila przed snem to było wertowanie ogłoszeń, czytanie opinii, oglądanie filmików instruktażowych, z których dochodziły jedynie dźwięki średnio miłe dla mego ucha. ON ma naprawdę researcherskie zacięcie. Jak się uprze to nie ma zmiłuj. Szuka, niucha, węszy, zgłębia - prawdziwy POSZUKIWACZ. No i wreszcie jest - ROBLAND!
Oto ona czyli on ten Robland.



 
Dla tych co nie wiedzą z czym to się je: jest to heblarka, frezarka i piła w jednym. A to ostatnie to odkurzacz to tejże maszyny. Roblandzik waży bagatela 450 kg i podczas drogi z Belgii był sprawcą złapania gumy w przyczepie i to tak na amen. Rozerwała się skubana, więc ostatnie 115 km z duszą na ramieniu, odmawiając zdrowaśki, jechaliśmy bez zapasu. A był to sobotni wieczór, więc na wulkanizatora nie było raczej co liczyć. Tutaj tak nie ma, że się zajedzie do kogoś ugada i ten ktoś nagle warsztat uruchomi i naprawi co trzeba.
Co więcej... okazało się, że kolejne dni nie przyniosły wcale w kwestii opony żadnego rozwiązania. Kto z Was ma starą przyczepę Niewiadów z oponami rozmiar 12, niech na zachodzie nie szuka zapasowych opon bo ich po prostu nie znajdzie. ON zjeździł w dwa dni wszelkie sklepy, szroty i inne przybytki. Keine! Cóż było robić, kupił 13stki z nadzieją, że będą współpracować. Pojechał wczoraj o świcie do Polski, dziś wraca. Jutro o 7:30 rozpoczyna pracę.
Tak się złożyło, że mamy jakiś istny wysyp zleceń i ledwo się na zakrętach wyrabiamy.

Jest dobrze. Jest lepiej niż kiedykolwiek było i w domu i w duszy i w sercu.

Hiacynty przekwitły, ale inne kwiecia dają nam nadal wizualną radość. Tylko bazylia dała ciała i z całej torebeczki nasion ostał się ino jeden kiełek, któremu i tak nie daję większych szans.
Wiosna niemiecka już w blokach startowych. Nadal jest chłodno ale temu chłodowi zaczyna towarzyszyć po woli nuta ciepła i zdarza się już zrzucać czapkę i rękawiczki. To cieszy mnie chyba NAJ.

Zanurzam się w arcyciekawych lekturach. Polecam wszystkim miłośnikom ziemi "Permakulturę Seppa Holzera". Kapitalne źródło wiedzy odnośnie upraw na wielką i mniejszą skalę. Wszystko tam takie logiczne, takie proste i tak idealnie pasujące do tego, czym ja się fascynuję. Sepp Holzer mianowicie pisze o tym aby pomimo wszelkiej książkowej i zasłyszanej wiedzy, starać się zawsze wsłuchać w głos własnej ziemi, danego klimatu i potrzeb natury. Wystarczy dobrze przyglądać się otoczeniu, analizować zmiany, a one szybko dadzą nam odpowiedź na nasze zagwozdki i pytania. Kapitalna jest ta wiedza o możliwościach wykorzystania terenu już zastanego. Rekultywacja zniszczonego krajobrazu naturalnego, próby wskrzeszania ugoru, popełnianie przy tym błędów ale i nauka oraz wyciąganie wniosków z własnych doświadczeń - to są moje zadania na najbliższe lata. Doczekać się nie mogę już pierwszych efektów, na razie na mała skalę ale kto wie co przyniosą kolejne sezony.
Sepp Holzer otworzył mi oczy na wiele zagadnień, o których nie miałam pojęcia lub szukając o nich informacji, spotykałam się z wiedzą, która mi totalnie nie podchodziła, albo kwestie były tłumaczone w sposób dla mnie zupełnie niezrozumiały.

No i jeszcze pozycja książkowa, do której powracam po latach. Tzn. dla jasności... dziecięciem będąc oglądałam w TV z wypiekami na twarzy film produkcji węgierskiej pt. "Abigel". Ktoś pamięta? To był serial o pensjonarkach szkoły pod bardzo surowym nadzorem, gdzie dziewczęta próbowały sobie w tym trudnym, rządzonym przez niezrozumiały dla nich regulamin świecie, zorganizować życie tak aby miało ono choć minimalny wymiar ludzki, przyjacielski, rodzinny. Główna bohaterka Gina nie umie się w tym świecie na początku kompletnie odnaleźć. Poprzez pewien ciąg niefortunnych dla niej wydarzeń, zostaje wyklęta przez koleżanki i tkwi na pensji sama jak palec. Sytuacja niespodziewanie się jednak zmienia. Dalej opowiadać nie będę. Po latach wracam do "Abigel" pod postacią książki Magdy Szabo pt "Tajemnica Abigel". Szabo to jedna z najbardziej znanych węgierskich powieściopisarek i mam zamiar dotrzeć do innych jej książek, bowiem "Tajemnice Abiel" czytam z wypiekami na twarzy.

I tak lecą nam dni. A to dzień kota, a to walę tynki. A to inne święta i wydarzenia, których waga jest dla nas istotna ale nie będę tutaj wywalać całego naszego życia na światło dzienne. Co jest ważne? Ano to, że 68 dni dzieli nas do końca emigracji. :-)))))))












No i tak, jedni mają do przewiezienia z Wysp całe stada zwierza a ja się zastanawiam w jaki sposób przetransportować do Polski 10 sztuk storczyków. Ktoś ma jakieś ciekawe propozycje na opakowanie mojej kolekcji tak aby przetrwały ponad 1000 km podróży? Że o Niuniolu nienawidzącym podróżowania nie wspomnę.
Ściski i dobrej niedzieli.

piątek, 13 lutego 2015

rekrutacja czyli praca w Niemczech czeka

Kochani, może wśród Was jest osoba, która szuka pracy.
Może ktoś z Waszych znajomych lub sąsiadów jej potrzebuje.
Bo my szukamy ..... od kwietnia 2015

Kobiety w wieku do lat 40.

Zakres obowiązków: konserwacja powierzchni płaskich czyli sprzątanie domów, biur, klatek schodowych, szkół etc.

Wymagane: język niemiecki (w stopniu komunikatywnym), uczciwość, zaangażowanie, punktualność, uśmiech i chęć do pracy, zaradność, decyzyjność, umiejętność jazdy na rowerze.

Ja wiem, że każdy zawsze chce o sobie powiedzieć, że jest uczciwy, zaangażowany, punktualny i uśmiechnięty etc.... no ale bądźmy szczerzy - nie każdy z nas jest :-)

Jeśli osoba zainteresowana zechce się z nami skontaktować  to chętnie  przekażemy więcej informacji, zatem prosimy o maila na adres: naszapolana@gmail.com

No i tyle na dziś. z góry dzięki za ewentualne zgłoszenia.