Ileż razy słyszało się to od różnych szefów czy też od znajomych relacjonujących proces zwalniania się z pracy. Nie jest łatwo pójść, stanąć oko w oko z pryncypałem i przekazać mu tego newsa, który o tyle o ile może go nawet na pierwszy rzut oka średnio obchodzić to jednak pewien chaos i zamieszanie w funkcjonowanie firmy wprowadza. O wiele jednak trudniej jest przekazać taką rewolucyjną wiadomość ludziom, z którymi nie dość, że się pracuje, to jeszcze przyjaźni, spędza wielokrotnie wakacje czy weekendy, no się po prostu wspólnie żyje. Tak to się poukładało, powiązało wspólne projekty, wielokrotnie dalekosiężne i dalekoczasowe... Rozmowa o odejściu nie spędza mi snu z powiek przez całą noc, ale nad ranem to już jednak TAK. Zatem postanowione, że dziś owa informacja zobaczy światło dzienne. Adrenalinka zaczyna działać. Zrobię wielkie UFFFF jak już wyznam to światu.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
pesymistyczne i optymistyczne wizje przyszłości
Czego się boimy:
- trudów nowego życia
- tajemnic nowej pracy
- tego czy nowe znajomości okażą się pozytywne, pomocne i sprzyjające naszemu życiu
- znoju nauki języka
- niepewności czy sobie damy radę
- strachu czy oboje to wytrzymamy
Co nas napawa nadzieją:
- radość nowego życia
- przyjemność związana ze zmianą otoczenia
- dobrze /a przynajmniej lepiej/ płatna praca
- możliwość realizacji marzeń
- wiara w wyznaczony cel
- nieskazitelność naszej miłości
- umiejętność wychodzenia z opresji bezkonfliktowo i z ogromną dojrzałością nas obojga /co jest dla nas obojga często duuużyyym zaskoczeniem :-) - szczególnie ta dojrzałość :-)
- opcja pt. koniec pracy to początek życia prywatnego - zupełnie inaczej niż jest obecnie
Trzymajta kciuki
- trudów nowego życia
- tajemnic nowej pracy
- tego czy nowe znajomości okażą się pozytywne, pomocne i sprzyjające naszemu życiu
- znoju nauki języka
- niepewności czy sobie damy radę
- strachu czy oboje to wytrzymamy
Co nas napawa nadzieją:
- radość nowego życia
- przyjemność związana ze zmianą otoczenia
- dobrze /a przynajmniej lepiej/ płatna praca
- możliwość realizacji marzeń
- wiara w wyznaczony cel
- nieskazitelność naszej miłości
- umiejętność wychodzenia z opresji bezkonfliktowo i z ogromną dojrzałością nas obojga /co jest dla nas obojga często duuużyyym zaskoczeniem :-) - szczególnie ta dojrzałość :-)
- opcja pt. koniec pracy to początek życia prywatnego - zupełnie inaczej niż jest obecnie
Trzymajta kciuki
piątek, 28 stycznia 2011
no i idziemy do przodu
Zapisałam się na internetowy kurs niemieckiego. Dawno już powinnam była uczyć się tego języka ale widocznie dopiero teraz przyszła na mnie pora. No i jakoś tak przy całym nastawieniu na zarabianie wkrótce pieniędzy na nasze marzenie, a mniejsze skupienie się na pracy z pasją, do nauki niemieckiego podchodzę z wielką radością i nadzieją, że to jednak będzie inwestycja w siebie i fajowy samorozwój. Istotnie przez ostatnie lata nie inwestowałam w siebie. Brakuje mi trochę nauki, zgłębiania wiedzy a co za tym idzie jeszcze lepszego kontaktu ze światem.
Nie da się ukryć, że absolutnie i totalnie żyję naszym planem. Staram się też koncentrować na sprawach bieżących /no w końcu życie w Polsce jeszcze trwa i moc rzeczy niezakończonych/ ale nie jest to proste.
Myśl o wyjeździe i o tym, że ta decyzja zbliża nas do tego celu, co to na końcu na nasz czeka, sprawia że czuje się dobrze, jestem rozluźniona i zrelaksowana. Wiele razy podejmowałam w życiu ostre cięcia i odważne decyzje i powiem szczerze: NIGDY TEGO NIE ŻAŁOWAŁAM. To co jedni nazywają odwagą ja nazywam tak naprawdę niezbędnym powietrzem do życia. YEAHHH!!!!!!! :-)
Nie da się ukryć, że absolutnie i totalnie żyję naszym planem. Staram się też koncentrować na sprawach bieżących /no w końcu życie w Polsce jeszcze trwa i moc rzeczy niezakończonych/ ale nie jest to proste.
Myśl o wyjeździe i o tym, że ta decyzja zbliża nas do tego celu, co to na końcu na nasz czeka, sprawia że czuje się dobrze, jestem rozluźniona i zrelaksowana. Wiele razy podejmowałam w życiu ostre cięcia i odważne decyzje i powiem szczerze: NIGDY TEGO NIE ŻAŁOWAŁAM. To co jedni nazywają odwagą ja nazywam tak naprawdę niezbędnym powietrzem do życia. YEAHHH!!!!!!! :-)
zmiany plany szoki i niedowierzanie
Wyjeżdżamy!
Wyjeżdżamy z kraju.
Tak tylko na chwilkę, na lat parę dwa lub trzy.
Od paru dni to wiemy i uświadomiliśmy sobie, że tutaj nie uda się nam zarobić na nasze marzenia, nie omijając druzgocącego nasz codzienny spokój kredytu. Nawet jeśli trzeba będzie go zaciągnąć to tylko na jakąś rozsądną kwotę a nie na 30 - letni zabójczy zestaw rat.
Przygotowujemy się mentalnie, psychicznie i co raz bardziej pewnie duchowo. Już teraz wiem, że ten temat będzie nam towarzyszył do momentu wyjazdu codziennie i to co raz intensywniej. Cieszy mnie to choć ogrom spraw do załatwienia na razie nie dociera do mego umysłu.
W zasadzie na razie naszą dewizą i codziennym credo jest taka mniej więcej sentencja: "Ja już się w życiu napracowałam na realizowanie cudzych marzeń, teraz jedziemy spełniać nasze marzenia"
Po woli poszerza się krąg osób wtajemniczonych w nasz plan. Będzie się powiększał jeszcze bardziej ale z uwagi na pewne sprawy /głównie zawodowe/ na razie trzymamy sprawę w totalnej tajemnicy.
Generalnie nie chce mi się w to wszystko jeszcze wierzyć a z drugiej strony widzę nasze przyszłe życie bardzo wyraźnie i realnie. Z Moim NIM wszystko jest możliwe, wszystko jest piękne i realizacja naszego planu realna jak jeszcze nic w moim życiu.
KOCHAM CIĘ ŻYCIE
Wyjeżdżamy z kraju.
Tak tylko na chwilkę, na lat parę dwa lub trzy.
Od paru dni to wiemy i uświadomiliśmy sobie, że tutaj nie uda się nam zarobić na nasze marzenia, nie omijając druzgocącego nasz codzienny spokój kredytu. Nawet jeśli trzeba będzie go zaciągnąć to tylko na jakąś rozsądną kwotę a nie na 30 - letni zabójczy zestaw rat.
Przygotowujemy się mentalnie, psychicznie i co raz bardziej pewnie duchowo. Już teraz wiem, że ten temat będzie nam towarzyszył do momentu wyjazdu codziennie i to co raz intensywniej. Cieszy mnie to choć ogrom spraw do załatwienia na razie nie dociera do mego umysłu.
W zasadzie na razie naszą dewizą i codziennym credo jest taka mniej więcej sentencja: "Ja już się w życiu napracowałam na realizowanie cudzych marzeń, teraz jedziemy spełniać nasze marzenia"
Po woli poszerza się krąg osób wtajemniczonych w nasz plan. Będzie się powiększał jeszcze bardziej ale z uwagi na pewne sprawy /głównie zawodowe/ na razie trzymamy sprawę w totalnej tajemnicy.
Generalnie nie chce mi się w to wszystko jeszcze wierzyć a z drugiej strony widzę nasze przyszłe życie bardzo wyraźnie i realnie. Z Moim NIM wszystko jest możliwe, wszystko jest piękne i realizacja naszego planu realna jak jeszcze nic w moim życiu.
KOCHAM CIĘ ŻYCIE
Subskrybuj:
Posty (Atom)