środa, 15 maja 2013

widok z okna

Moich niemieckich spostrzeżeń ciąg dalszy.
No bo jak pracuję to nonstop rozmyślam i analizuję. Kiedyś, podczas pracy, zawsze urządzałam nasz dom na Naszej Polanie, ale ten temat mam wrażenie już mi się wyczerpał. Trzeba było myśli zająć czymś innym i tak oto powstała kategoria "czego z pewnością nie chcę w swym domu mieć".

Sprzątam u rodziny, która ma piękny dom, z ogrodem, wśród starych wysokich drzew, gdzie ptaki przekrzykują się i zagłuszają inne odgłosy cywilizacji. Niestety ptaki owe słyszę tylko wtedy gdy... wchodzę i wychodzę z tego domu. Drzwi i okna wszelakie szczelnie są bowiem pozamykane. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś to mieszkanie wietrzył. No... ja czasem... jak sprzątam kolejne pomieszczenia, pozwalam sobie na uchylenie, tych, które nie są objęte systemem zamykania na klucz. W domu, jak w większości domów, gdzie pracuję, panuje grobowa cisza. No cóż... może tak lubią.
Akceptuję w końcu "my home is my castle" oder?

Jednak w domu tym zastosowane jest jeszcze jedno obwarowanie tym razem wizualne. Firanki. No dobra... nie krytykuję firanek... choć nie przepadam, ale jak można w domu z taaaaaakimmmmm widokiem na trawę, na niezapominajki, na magnolie, tulipany.... zawiesić firanki o transparentności żadnej, że się tak wyrażę. No nie widać nic. Mleko, biel, mgła...
Żeby chociaż fakt ten usprawiedliwiony był wścibskim wzrokiem sąsiadów zza płota, ale nie... żywopłot szczelnie oddziela teren od oczu jakichkolwiek. Zresztą nawet jeśli, za dnia.... i tak nikt niczego z zewnątrz nie dojrzy.
Rozsuwam to cholerstwo na boki i podziwiam. W końcu sprzątam, nie? To światła potrzebuję i na przyrodę pogapić się chcę od czasu do czasu.

Tutaj ludzie lubią się odseparować, oddzielić, zasłonić. Nie dość, że gdy słońce świeci popołudniowe to wszystkie rolety okien wychodzących na południowy zachód są opuszczone na dół, to jeszcze na noc je zapuszczają szczelnie tak, że budząc się rano o 8:00 w domu panują egipskie ciemności. No nie... to nie jest mój klimat.

U nas, w niemieckim domu, firanek nie ma. Brak.
A widok z okna z parterowego mieszkania mamy taki. /za bałagan i chaos wielkie ENSZULDIGUNG ale chciałam pokazać jak to w naturze u nas wygląda/






Jest zieleń, jest moooooc. :-)

12 komentarzy:

  1. A ja im się nawet nie dziwię też lubię poczucie izolacji, też bym chciała się maksymalnie odseperować i zasłonić tylko,że nie od przyrody którą kocham a od uciążliwej ulicy z samochodami gwarem itp no i od sąsiadów urządzających imprezy w ogrodzie i głośnej muzyki zagłuszającej śpiew ptaków...Marzę o ucieczce na wieś i zamieszkaniu na uboczu w lesie z daleka od ludzi. Nierealne w mojej sytuacji ale postawienie szczelnego płotu i zasadzenie wysokiego żywopłotu już tak.. A firanki no cóż mam jakie mam ale myślę jeszcze o żaluzjach choć nowoczesnego wystroju wnętrz nie lubię. Jak widzisz każdy jest inny i ma inne potrzeby ...

    OdpowiedzUsuń
  2. pełna zgoda... każdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. Tak jak napisałam... Wolnoć Tomku w swoim domku. :-) pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Firankom mówimy zdecydowanie NIE! i właśnie dlatego muszę mieszkać w taki miejscu, gdzie nie grożą mi wścibskie spojrzenia sąsiadów czy, broń boże, przechodniów ;-)
    Serio masz już obmyśloną całą Naszą Polanę? Ja wciąż jeszcze znajduję perwersyjną przyjemność w wizualizowaniu sobie Miejsca, którego wciąż nie mamy...
    Ściskam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieee.... no oczywiście, że nie mam obmyślanej całej Naszej Polany. W sumie to już nawet nie do końca pamiętam co tam planowałam w swojej głowie :-). Wiem, że nic nie wiem. Ale ile można o tym myśleć, nie mając szansy na weryfikację w realu. Jak już będzie dom, to będzie i kłopot urządzania :-) pozdry :-)

      Usuń
  4. Moim zdaniem potrzeba firanek jest uzależniona od tego, co za oknem.
    W naszym obecnym domku - przystanku na drodze do Tego Własnego mamy firanki. Są zasunięte cały dzień i by porządnie popodziwiać ogród trzeba się do niego pofatygować. Ale to nie dziw, bo dookoła sąsiedzi, jedni naprawdę blisko, ustawieni oknami do naszych okien. A ja lubię o poranku poszwędać się trochę po domu, napić herbaty, rozbudzić i dopiero potem ubrać. A tu mąż krzyczy: "Żono, schowaj te cycki!" No to wolę chować za firanką niż ubierać się tak z rana ;) Ale w miejscu docelowym z lubością dam się podglądać... Ptakom i sarnom.

    Miło Cię było widzieć na webinarze Cohabitatu, ależ ten Internet mały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no co prawda to prawda... rano to jeszcze rano ale wieczorem to się faktycznie trzeba chować z tymi "cyckami" :-)
      okna w okna z sąsiadami - brrrr... współczuję choć wiem, że to często spotykane ale dobrze, że to tylko przystanek w drodze. :-)
      a co do małego internetu to zdziwię Cię jeszcze bardziej - masz w kręgu swoich znajomych pewną Magdę, którą i ja znam :-)
      pozdrowienia

      Usuń
    2. Jeśli to jednak nie "chyba" a "znam" to moja najstarsza siostra. Co prawda nie biologicznie, ale to detale...
      Z tymi sąsiadami nie ma tak strasznie, nam się trafili sami najmilśi. Aż miło się zatrzymać i uciąć pogawędkę przy płocie. To sami "miejscowi", od dawna tu mieszkający. Zawsze chętnie opowiadają i udzielają porad ogródkowych.

      Usuń
    3. Hej, "moja" Magda pracowała ze mną w agencji reklamowej, ma malutką córeczkę i stronkę internetową z artystycznymi gadżetami. To ta sama? :-)

      Usuń
    4. "Moja" ma całkiem podrośniętego synka i mieszka obecnie w Irlandii, więc to chyba nie ta sama :)

      Usuń
    5. czyli są dwie Magdy Ka :-) pozdrowienia

      Usuń
  5. Masz racje- okna trzeba odsłaniać a do ludzi wychodzić z sercem na dloni. Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń