środa, 11 stycznia 2017

podłaźniczka rozebrana czyli dziś o Paszynie

Zima nadal trzyma choć po woli jakby łagodniało jej oblicze. My tymczasem wracamy do rzeczywistości, czego dowodem są rozebrana podłaźniczka, pochowane ozdoby świąteczne i niedobitki w postaci pierniczków, które urozmaicały świątecznie nasz dom. Czego nie schrupały/przeoczyły gościnnie dzieciaki to schrupiemy my. 

Dzisiaj nadrobię stary temat, który czeka już od lata czyli zapraszam na wizytę do Paszyna

PASZYN czyli "kto rzeźbi trzy razy się modli"



Na Paszyn natknęliśmy już jakiś czas temu podczas wizyty w nowosądeckim skansenie, a w zasadzie w Miasteczku Galicyjskim, gdzie w jednym z pomieszczeń dostępnych dla zwiedzających, siedział pan i sobie po prostu rzeźbił. Wokół niego stały różne prace rzeźbiarskie i gdy nawiązała się między nami rozmowa, zaczął opowiadać o pewnym Wojtku z Paszyna. Historia na tyle nas zainteresowała, że wybraliśmy się wreszcie do Paszyna a teraz chcemy Wam przekazać tę niesamowitą naszym zdaniem historię. 

Paszyn dawniej był niezwykle ubogą wioską. Podobno mieszkańcy wracając do domu i kupując bilet w autobusie, podawali inną miejscowość bo wstydzili się, że pochodzą z Paszyna. Ziemie były tam nieurodzajne, więc panowała tam nędza a ludzie nie byli wykształceni. Taka sytuacja trwała latami. 
Jednym z mieszkańców Paszyna była Pan Wojciech Oleksy, głuchoniemy miejscowy rzeźbiarz amator. Pierwsze prymitywne rzeźby wykonywał w prezencie dla ówczesnego proboszcza ks. Edwarda Nitki. Ten ostatni chwalił za każdym razem Wojtka i dawał mu drobne w podzięce za prace, które na swój sposób cenił i uważał, że są one formą modlitwy upośledzonego parafianina. "Kto rzeźbi ten trzy razy się modli" - mawiał. Z czasem jednak mieszkańcy zaczęli się buntować, że ksiądz nagradza finansowo Wojtka a jeden nawet powiedział "że przecież tak rzeźbić to każdy potrafi", na to ksiądz Nitka powiedział "no to pokaż, jeśli umiesz tak wyrzeźbić" i tym samym zmotywował kolejną osobę do rzeźbienia. Z czasem do grona rzeźbiarzy amatorów dołączyli kolejni mieszkańcy i pod przewodnictwem proboszcza utworzyła się silna grupa wiejskich artystów, wśród których każdy miał swój własny styl, sposób łączenia kolorów (rzeźby malowane były zwykłymi kredkami, gdyż tych biednych ludzi nie było stać na farby). Prace poszczególnych rzeźbiarzy miały charakterystyczne twarze, sylwetki lub inne szczegóły, które wyróżniały te prace. 

Nietuzinkową postacią był wspomniany już ks. Nitka, który zachęcał do rzeźbienia, doceniał wszystkie wysiłki, motywował do dalszej pracy i wspierał swych parafian. Przełomem w tej twórczości był Konkurs Współczesnej Rzeźby Ludowej Karpat Polskich w Nowym Sączu, który odbył się 1972 roku, gdzie Wojtek Oleksy wraz z sąsiadem Mieczysławem Piwko zajęli ex aequo pierwsze miejsce a inny mieszkaniec Paszyna Andrzej Głód zajął drugie. Wyemitowano podobno o nich krótki reportaż w Telewizji Polskiej. Pracami twórczości ludowej zainteresowali się fachowcy a Wojciech Oleksy doczekał się nawet wystawy w Genewie. I teraz uwaga... wszystko rozwija się tak szybko i pięknie, że w 1977 roku w Paszynie rzeźbi już grupa ponad 50 mieszkańców a tego roku do Konkursu Współczesnej Rzeźby Ludowej Karpat Polskich staje 45 paszyńskich rzeźbiarzy a nagrodzone zostają (sic!) 42 prace!!!

Rzeźbiarzami zaczynają interesować się telewizje rodzima i zagraniczne, powstają o nich prace naukowe a sami mieszkańcy Paszyna zaczynają odzyskiwać poczucie wartości i są dumni ze swej wsi i swego pochodzenia. Nawet jeśli ktoś nie rzeźbi to z pewnością każdy ma wśród rodziny lub znajomych jakiegoś rzeźbiarza a to powód od chwały. 

Artyści dzięki staraniom proboszcza mieli organizowane warsztaty z profesjonalnymi twórcami ale tylko z zakresu łączenia kolorów i barw. Ksiądz nie chciał uczyć ich warsztatu bo bał się, że zaniknie ich naturalny sposób rzeźbienia. 

W tak zwanym międzyczasie miejsce ks. Nitki zajmuje nowy proboszcz ks. Stanisław Janas, który wreszcie po wielu latach starań, realizuje niespełnione marzenie poprzedniego gospodarza tej parafii i  10 września 1994 roku otwiera Muzeum Parafialne im. ks. Edwarda Nitki, które cały czas wzbogaca się o nowe eksponaty bo artyści każdą rzeźbą powiększali ilość eksponatów. 

Muzeum przetrwało do dziś i to jest bardzo piękne i potrzebne jednak po wizycie w nim mamy poczucie, że w obecnym proboszczu nie sposób odnaleźć już tej pasji, o której czytamy u poprzedników. Odniosłam wrażenie, że nasze pojawienie się (w godzinach otwarcia muzeum) nie uradowało księdza i dopiero po naszej półtoragodzinnej wizycie ksiądz nieco się rozkręcił. Poza tym takie trochę to muzeum zapomniane, zapyziałe, bez krzty promocji - a przecież to taka piękna i łapiąca za serce historia, która przez włodarzy regionu powinna być wykorzystywana aby przyciągać turystów. Dowiedzieliśmy się, że nie mają od lat żadnego dofinansowania. Że to Muzeum Parafialne, więc od żadnego ministra nic nie dostali. No teraz to chyba powinni :-).

W latach 80-tych poprzedniego wieku we Frankfurcie nad Menem powstał "Związek miłośników i krzewicieli polskiej sztuki ludowej im. ks. Edwarda Nitki", które miało na celu krzewienie wiedzy wśród społeczeństwa o fenomenie paszyńskim, ale związek nie przetrwał próby czasu. 

Piękna i smutna to historia zarazem. Smutna bo muzeum położone jest na stoku wzgórza. Po przeciwnej stronie, również na stoku znajduje się parafialny cmentarz. Naturalnym dla nas było po zwiedzeniu wystawy udać się na cmentarz na grób Wojtka Oleksego, który zapoczątkował ten fenomen. Ani obecny ksiądz proboszcz ani ludzie spotkani na cmentarzu nie było w stanie wskazać nam grobu. Ci ostatni nie bardzo kojarzyli nawet o kogo pytamy. 

A to był przecież taki drugi Nikifor - popatrzcie





Wojciech Oleksy





































wtorek, 10 stycznia 2017

jeden post dziennie czyli dziś o Zagrodzie Maziarskiej w Łosiu

Mam od jakiegoś czasu wrażenie, że blogi się kończą po woli. Zaprzyjaźnione blogerki publikują coraz rzadziej, inne zupełnie przestały pisać. To chyba naturalna kolej rzeczy. Pojawiają się na ich miejsce nowe blogi ale tego szału blogowego (przynajmniej w moim przypadku) już chyba nie ma. Tryb mojego życia uległ dość znaczącej zmianie. Każda godzina wypełniona jest intensywnie a jeśli już trafia się wolna chwila to albo dziergam, albo czytam albo przechadzam się po zakątkach wirtualnego świata wzbogacając wiedzę o to i owo. 

Ale mam dziwne poczucie, że ten blog jeszcze nie dotarł do końca. Właśnie w tym roku zamierzam pisać częściej, a może nawet codziennie. Zobaczymy! 

************************************

ZAGRODA MAZIARSKA w ŁOSIU

źródło: http://marekowczarz.pl/
Beskid Niski słynie z wielu ciekawych i jednocześnie mało znanych miejsc. Można je poznać najlepiej wybierając się na wycieczki, spacery lub wyprawy rowerowe. Jednym z takich miejsc jest Zagroda Maziarska w Łosiu, gdzie naprawdę warto się wybrać i spędzić trochę czasu z paniami przewodniczkami, które niezwykle ciekawie potrafią o tym miejscu opowiadać. 

Łosie to wieś blisko Naszej Polany, dostępna na piechotę, jeśli mamy ochotę wybrać się na dłuższy spacer. Dawniej była to jedna z najbogatszych wsi bowiem kwitł tam handel produktami pochodzenia naftowego: mazią, smarami, olejami, dziegciem i naftą. Wizyta w Zagrodzie to chwila, w której zatapiamy się w ten świat i historie, które są już przeszłością. Możemy się wiele dowiedzieć o procesie wytwarzania tych produktów, o stylu życia dawnych mieszkańców, o ich zwyczajach i podróżach handlowych. Zasięg tych wypraw był niezwykle daleki bo ze swoimi produktami docierali aż do Ukrainy, Litwy, Łotwy a nawet na Węgry. Podobno pięciu dojechało aż do Odessy. Niezwykłe było to, że każda rodzina maziarska miała swoją trasę i rodziny nie wchodziły sobie wzajemnie w drogę. Trasy były dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Również metody wydobycia były przekazywane młodszym członkom rodziny. Sposoby pozyskiwania produktów pochodzenia naftowego były pilnie strzeżone i dzięki temu łosianie stali się w monopolistami tego przemysłu. 

Łosie szybko stają się wyjątkową wsią na mapie regionu. Widać to choćby po architekturze. Za czasów ubogich chyży w sąsiednich wsiach, w Łosiu powstają duże drewniane wille, wybudowane zostają nawet dwa domy murowane. Domy mają pomieszczenia dla służby a także łazienki. Kobiety nie noszą się jak chłopki, Zatrudniają guwernantki dla swoich dzieci. W ogóle kobiety z Łosia stają się atrakcyjnymi partiami dla wysoko postawionych urzędników z Gorlic a nawet z samego Krakowa, ale... panny wychodzą tylko za łosian. 
Niestety imperium, które tak szybko zbudowali, tak samo szybko zniknie w cieniu wojny a potem wysiedleń podczas akcji Wisła.

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem
W Zagrodzie oprócz pięknych historii o mazi i dziegciu, dowiedzieć się można także o innych rzemiosłach, jakimi pałali się dawniej mieszkańcy tej urokliwej wsi i okolic. 

Zapewne nie każdy wie, że w pobliskiej miejscowości Siary powstał pierwszy na świecie (sic!) szyb naftowy, a w Gorlicach zapalono pierwszą na świecie uliczną lampę naftową. Czemu nadal ta wiedza jest tak tajemna a przeciętny Polak nie potrafi się nią szczycić? Wizyta w Zagrodzie z pewnością zmieni naszą świadomość w tym temacie. 

Absolutnie polecam! Teren nie jest duży więc to fajna wycieczka nawet dla rodzin z małymi dziećmi. Na terenie Zagrody człowiek czuje się jakby cofnął się w czasie i przyjechał na chwilę z wizytą do starszej cioci, u której czas mocno się zatrzymał. 

Poza tym Zagroda Maziarska to także wspaniałe miejsce, z bogatą ofertą warsztatową. Przez prawie cały 2016 rok prowadzone były zajęcia snycerskie pod okiem snycerza Bogdana Kareła. Wzięło w nim udział 7 osób, które poznawały tajniki tej pięknej sztuki. W 2017 roku warsztaty będą kontynuowane i wierzę, że powstaną kolejne piękne prace zarówno ze sztuki użytkowej jak i zdobniczej.  


źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem 


Weekendowo odbywają się też tematyczne zajęcia, podczas których można się pobawić w robienie lalek motanek, nauczyć pisać pisanki pod okiem prawdziwej pisankarki, a przy okazji minionych świąt Bożego Narodzenia, odbył się cykl spotkań poświęconych wykonywaniu ozdób choinkowych, A wszystko to okraszone ciekawostkami dotyczącymi tradycji bożonarodzeniowej tego regionu. Warsztaty są tak ciekawe, że przybywają na nie nie tylko miejscowi, ale i ciekawi nowych doświadczeń mieszkańcy Krakowa. 

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem
Zagroda Maziarska organizuje w sezonie letnim fajne imprezy tematyczne, mające na celu podtrzymanie wiedzy i tradycji. Dbają o to wszystko trzy przeurocze panie, które z uśmiechem oddają się swej pracy. A praca ta jest jednocześnie ich pasją. Nie pomińcie na swojej trasie Zagrody Maziarskiej, bo będzie to wielka strata dla Waszego ogólnego odbioru pięknej łemkowszczyzny. 

Polecam gorąco i w imieniu Zagrody serdecznie zapraszam!!!!

a podczas wizyty w Zagrodzie z pewności spotkacie Jacka-Wacka :-)
źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

źródło: Zagroda Maziarska w Łosiu z cerkwią w Bartnem

poniedziałek, 9 stycznia 2017

ferie, wypoczynek, relaksu czas

Zima w tym roku jak z książek, jak z krainy dzieciństwa, mróz szczypie w nosy i policzki a jak zawieje jeszcze północnym wiatrem to już Syberia na całego. Jest fajnie, jest dobrze, takich zim nam trzeba. Chociaż z drugiej strony dobrze, że tych najsilniejszych mrozów czas po woli mija i śmiejemy się, że jak na termometrze -11 to już upał.

Za nami pracowity czas. Od świąt do wczoraj było u nas wiele osób: goście, znajomi, rodzina. Rozmowy przy grach i zabawach, przy piecu, świecach i ognisku. Jak już ktoś u nas jest, to na 100%. Można pobyć, nacieszyć się sobą. Jakież to cenne jest.

Goście, którzy decydują się na spędzenie swego urlopu na Naszej Polanie to też nietuzinkowi ludzie, którzy swoimi opowieściami wnoszą wiele ciekawych wątków do naszego życia. Naprawdę nie śniło mi się, że będziemy przyciągać takie oryginały. Wiele osób imponuje nam swoimi zainteresowaniami, przeżyciami, osiągnięciami. To niezwykły dar od losu, że przysyła nam tych wszystkich ludzi.

Codzienna praca, serwowanie posiłków, prace wokół domu, przygotowywanie drewna na opał a potem dbanie by naszym Gościom nie brakowało ciepła to nasza codzienność. I gdy czasem dopada zmęczenie (bo dopada) to jednak człowiek ratuje się tym ogólnym zadowoleniem, jakie może ofiarować Wam, tym którzy współtworzą to miejsce.

Jest też w Naszej Polanie masa planów na najnowszy rok. Planów - nie marzeń. Czas marzeń zakończony. Teraz skupiamy się na realizowaniu planów. Bowiem wszystko da się zrobić, trzeba tylko być czujnym, nie zbaczać z kursu i konsekwentnie być sobie wiernym. Wszystko zostało spisane, zilustrowane i wisi w postaci pięknego MIND MAPPINGU (dziękujemy Iza i Maciek) na ścianie.

A Wy jakie macie plany na ten rok? Nie pytam o te w stylu "rzucam palenie" bo wiadomo...  ale może jakieś ciekawe zamierzenia? Nie zapominajcie w każdym razie o wypoczynku, o relaksie, o ucieczce od smogu, od codzienności... Nasza Polana podobno pomaga się nieco zresetować... ZAPRASZAMY!!!






sobota, 24 grudnia 2016

spokoju

Tyle już mam lat, że wiem iż spokój to jedna z najważniejszych rzeczy na świecie...
i tego spokoju Wam życzymy z Naszej Polany, gdzie spędzamy nasze pierwsze święta w iście białej i zimowej scenerii, gdzie pachnie wegetariańskim pasztetem, barszczem na własnym zakwasie, piernikiem i pierniczkami, gdzie podłaźniczka wisi nad stołem a my gotowi do świętowania bez specjalnego pędu i szału sprzątania i wariactwa przedświątecznego.

Życzymy Wam  pięknych świąt, dbajcie o siebie, o relacje rodzinne, znajdźcie czas na spacer, na ruch, na podziwianie tego co dookoła. Wyłączcie odbiorniki telewizyjne i pobądźcie ze sobą, wyłączcie się i naładujcie baterie.

WESOŁYCH ŚWIĄT życzą Naszopolanowscy