sobota, 27 sierpnia 2016

spełnienie

Dobrze jest tak usiąść sobie wieczorem, przemyśleć, przeanalizować i dojść do wniosku niezbyt trudnego, że w ogólnym rozrachunku to jest BARDZO DOBRZE i że tak miało być. Ogród warzywny daje plony, drzewa w sadzie dającym jednocześnie kojący cień, urodzajne są w owoce.

Jabłka spadają systematycznie na ziemię, śliwy już w blokach startowych. Oj tak... roboty każdego dnia jest sporo. No bo jeszcze te niesforne kurki nonstop rosną w lesie i spokoju uzależnionym od zbieractwa nie dają. Przerabiamy sporo wszystkiego na różne rzeczy i wieczorami czuć w krzyżu lekkie zmęczenie ale przecież wystarczy wyjść przed dom i spojrzeć głęboko gwiazdom w oczy, ujrzeć ich ogrom i wyrazistość a już robi się lepiej zmęczonemu ciału na duszy.
W istocie jest tu dla obserwatorów nieba raj bo oświetlenia sztucznego w zasadzie brak, a gwiezdne światełka wydają się wisieć tuż nad głowami.

Obserwuję też inne zjawiska przyrodnicze. Zdecydowanie więcej u nas ptactwa niż rok temu. Teraz mają śliwkowy i jabłkowy raj. Zdaje się, że najbardziej lubią do nas zaglądać kopciuszki, sójki, kwiczoły oraz pliszki. Mamy też piękne okazy motyli. Rusałka admirał w ilościach szalonych a zdarza się też kraśnik goryszowiec. Człowiek się edukować wciąż musi bo chce wiedzieć przecież z kim na zewnątrz ma do czynienia.

Zachody słońca też są piękną nagrodą na koniec dnia. Bierzemy się wtedy za ręce i spacerując obserwujemy chmury, ich blaski i prześwity. Każdego dnia inny obraz nam się maluje, każdego dnia kompletnie różna sceneria na niebie. Dzień się układa do snu i koi cały świat widokami nieziemskimi. Dobrze zapisać to sobie w pamięci i zerkając ponownie na firmament nieba, samemu szukać ukojenia już we własnym łóżku.

A więc cieszy... cieszy każdy dojrzewający pomidor, poziomka na krzaczku, które z nasionek samodzielnie wyhodowałam. Raduje uśmiechnięta buzia słonecznika, czerwone liście buraka i rachityczne łodygi bobu, z którego udało się jedynie garstkę zdrowych strąków zebrać. Całą resztę robak jakiś zaatakował, pożarło coś... nie wiem co... smacznego, na zdrowie.

No i zwierzaki. Bronuś, Niuniol oraz nowa koleżanka Wolta. Wolta to warszawianka, która przyjechała do nas w czerwcu na wakacje i nadal się wakacjuje. Dobrze jej tu. Rodzina tęskni  za nią ale na razie jeszcze biega po łąkach i obszczekuje miejscowe traktory. Mają chyba się z Bronkiem ku sobie. Swoją drogą uczą się wiele od siebie. Wspólnej zabawy, radości z wielkiego drewnianego kija, który można wywijać, rzucać, skakać przez niego i warczeć.

Gości mamy wspaniałych. Dobrych, pozytywnych, spragnionych ewidentnie nicnierobienia, względnie włóczenia się po łąkach i lasach, wędrowania po wsiach łemkowskich, spać chodzenia prawie z kurami oraz rozmów miłych, dobrych, niezobowiązujących... takich zwyczajnych. Jakie to dobre, że nikt nie pyta "a to gdzie macie telewizor?", że nawet mięsolubni potrafią docenić kuchnię warzywną i wytrwać w niej wiele dni, przyznając że są najedzeni i że było smacznie. Że każdy jakoś odruchowo wieczorem ścisza głos szanując chęć wypoczynku u innych.

Jest dobrze.











 a dla tego kto odpowie jako pierwszy/pierwsza co to na tych ostatnich zdjęciach tak kwitnie na biało mam nagrodę wysyłkową w postaci słoiczka kurek marynowanych. A co ... zróbmy sobie prezent!!!

Ściskam Was wszystkich i dziękuję za wszelkie komentarze, na które chwilowo ciężko mi na bieżąco odpowiadać. Zrozumcie proszę zapracowaną babę ze wsi polskiej. 

wtorek, 9 sierpnia 2016

trzy kolory - NIEBIESKI

Ruszyło. 
Jesteśmy mniej więcej w punkcie, o jakim marzyliśmy. Nasze pokoje są gotowe i już przybywają do nas pierwsi Goście. Chwilowy stres ustąpił miejmy nadzieję, że permanentnemu spokojowi. Jest dobrze. Jest nawet bardzo dobrze, bo w progi Naszej Polany trafiają pozytywnie nastrojone osoby. Ich radość z obcowania tak blisko przyrody udziela się nam na bieżąco. Mam nadzieję, że oni czują się z nami równie dobrze i swobodnie jak my z nimi. Radosne wyprawy do lasu i w góry, jeszcze radośniejsze powroty w progi Naszej Polany, gdzie czekają ciepła strawa, płomień ogniska albo ognia w domowym piecu. Grzybów zapach przypomina niestety o tym, że lato niebawem ustąpi miejsca pierwszym krokom jesieni.  Wieczory już coraz chłodniejsze ale w górach nie to się liczy żeby upały były tylko żeby okoliczności przyrody zapierały dech w piersiach. Jeleń nam ostatnio przebiegł przez łąkę sąsiadów podczas śniadania więc to tylko potwierdza fakt, że telewizor to rzecz zbyteczna. Wystarczy uważnie zerknąć przez okno.
Tu się orlik drze, tam kruk przecina powietrze szelestem skrzydeł, zaraz sarna łąką się przechadza. 
Oferujemy naszą gościnę i pokoje, które miejmy nadzieję, że spełniają oczekiwania. 
Dajemy Wam ciszę, która jest częścią naszej codzienności. Z naszej strony to tyle. Resztę weźcie sobie sami. Beskid Niski jest dla Was. Czeka na Wasze wędrówki, na uśmiech i kontemplacje. Spokoje szlaki, gdzie turystów jest nadal niewielu, czekają na tych co docenią te prawie bezdroża, gdzie łopianowe liście mogą spokojnie służyć za parasol, aromat mięty jest wszechobecny, strumyki przecinają trasy, czasem zabłoci się solidnie but ale potem... życie po prostu lepiej smakuje. 

Tymczasem przedstawiamy Wam pokój NIEBIESKI, zwrócony swymi oczami na zachód. 









Jedyne czego nam obecnie brak to wolnego czasu. Z tym, że nie jest to dla nas zaskoczenie bo liczyliśmy się z taką sytuacją :-), więc nie dziwi nas to zupełnie. Ogarniamy jednak i ten temat, próbując znaleźć dla siebie choć chwilę każdego dnia. 

A u nas takie okoliczności przyrody. Ogród się rozrasta. Co prawda błędy ogrodnicze widać na odległość ale plony są a to cieszy każdego dnia, szczególnie podczas przygotowywania strawy dla Gości. 



















A przy okazji informujemy, że tak zwanym międzyczasie zmieniliśmy stan cywilny :-) O i takie klocki.


czwartek, 23 czerwca 2016

minął rok

16 dni temu minął dokładnie rok. Nie było wielkiego świętowania bo los nas zaskoczył i sprawił, że dzień potoczył się nie tak jak to sobie byśmy planowali, wyrzucił nas do innego zakątka Polski i trzeba było przyjąć ten fakt z szacunkiem i spokojem. Ale minął rok odkąd nas tu z niemieckiej ziemi przerzuciło. 

4 pory roku za nami. Doświadczeń moc, błędów tyle samo. Uczymy się. Nauka trwa nieprzerwanie. Zakorzeniliśmy się tu i dobrze nam w tych okolicznościach. Mniej więcej na wiosnę poczuliśmy w pełni, że TO jest NASZ DOM i że jak wracamy to do NASZEJ oazy ciszy, spokoju, poczucia bezpieczeństwa. Jak to jest ważne wie ten, kto się parę lat włóczył, kto nie miał przez jakiś czas własnego domu, kto stracił raz czy drugi owo poczucie bezpieczeństwa. 

Roboty nadal trwają ALE mają się ku wielkiemu końcowi. Wierzymy, że od sierpnia pokoje gościnne będą szerokim uśmiechem zapraszać wszystkich chętnych do korzystania z nich. Jesteśmy zadowoleni z efektów. Większość prac wykonana własnym sumptem. Mordęga, zmęczenie, zużycie niektórych stawów  ale radość wielka. Wskrzesiliśmy do życia kilka starych mebli, które stały latami bez użytku i wreszcie mają swoje drugie życie. ON rodem z Dolnego Śląska, więc nie mogło też zabraknąć u nas i elementów tamtejszej architektury, ale zdjęcia pojawią się w tym temacie niebawem (jak posprzątamy). Wierzę, że Czytelniczki/Czytelnicy z zachodu docenią to pomieszanie stylów. 

A ja... ja się otworzyłam. Na nowe. Bo jednak odkrywam w sobie niezmiennie tego typa co to na początku stoi z boku i obserwuje i nie wchodzi we wszystkie tematy od razu na 100%. Brakowało mi choćby odwagi żeby wchodzić pewnych krokiem do Urzędu Gminy. Nie wiem czym to spowodowany hamulec ale chyba musiał minąć cały rok żeby to się stało, żeby puściło, żebym stała się tą starą mną, która po ulicach, urzędach stolicy chodziła pewnie i stabilnie. Co więcej... okazuje się, że w małym miasteczku wszystko idzie szybciej, sprawniej i do tego z dużą dozą wzajemnej życzliwości. Że auto rejestruje się 10 minut, że PITa można złożyć naprawdę za przysłowiowe za dziesięć dwunasta i że w US jest pusto a Pani z okienka dosłownie palcem wskazuje co gdzie wstawić i gdzie się podpisać (bo my jełopy w tej kwestii ogromne). 

Naturalnym jest, że pojawia się wokół nas coraz więcej znajomych. Tworzą się nowe więzi, wspólne sprawy, rozmowy. Musiał minąć okrągły rok nie tylko żeby to nabrało odpowiedniego tempa, ale żebym ja się na te nowe znajomości otworzyła, żebym czuła że jestem pełnowartościowym mieszkańcem tej części świata, że  każdy dzień buduje moje poczucie wartości, że coś wiem... że nie jestem już laikiem. Co więcej ... mogę się dzielić i oddawać to co dostałam od innych. 
Jeszcze jest wiele planów, moc projektów i wiele chęci do wdrożenia się w bogatą wiedzę, jaką serwuje nam na co dzień życie tutaj. Jednak plan na razie jest taki żeby żyć TU i TERAZ. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne bo ilość zadań do wykonania siłą rzeczy koncentruje nas na TU i TERAZ,

Odwiedzają nas ciekawi ludzie. Wciąż ich poznajemy, Często zupełnie przypadkowo. Byli tu u nas już nawet Rosjanie, których zabraliśmy na stopa. Małżeństwo po 50 - stce z Moskwy. Jeżdżą po Europie, głównie środkowo-wschodniej. Przesympatyczni. Śpiewali mi w samochodzie "Tango Milonga" no to jak ich było nie zaprosić na noc? :-) Ich pasja życiowa udzieliła się i nam na wiele dni. Bo czasem i nam siadają pasja i energia. Samą pracą człowiek duszy swej nie nakarmi. Odskocznia być musi. 

I tak oto przy wtórze bzyczenia much i śpiewie ptasząt pozdrawiam Was z Naszej Polany, której progi pięknieją i która zaprasza do swego wnętrza. Już niebawem. 
Tymczasem .....


sobota, 14 maja 2016

kadrów kilka i słów parę

Wszystkim tym, którzy rozumieją i akceptują moją nieobecność na blogu serdecznie dziękuję. Nie zaglądam tu a co więcej zaglądam niewiele do innych na blogi. To jest siła przyzwyczajenia. Gdy była ze mną to żaden dzień bez obserwacji tego, co dzieje się u reszty nie był dniem idealnie spędzonym. Lubiłam, chciałam, musiałam podpatrzeć co tu czy tam piszczy w trawie wyższej lub niższej. Jednak teraz życie pozadomowe mnie pochłonęło, świeże powietrze sprawia iż energia spalana jest w podwójny sposób, w sieci jestem ale mało aktywnie. Raczej jako obserwator niż kreator użytkownik. Padamy na twarz około 22:00. Wlekąc się do łóżka mamy nadzieję na dobrych parę stron książki a kończy się na kilku zdaniach.

Nie mniej jednak pragnę pokazać, że u nas jest tak oto: