piątek, 16 listopada 2012

urodzinowo

Lubię każdy piątek. Nie lubię tylko w piątek się budzić bo.... budzik każe wygrzebać się z ciepłego łóżeczka o 6:30. Ledwo tam za oknem coś się zaczyna rozwidniać.... a ja mam wstać i .... do pracy jechać? No ale po 30 minutach jest już lepiej. Jadę sobie rowerkiem. Chłodek miło muska policzki. Po lewej Men, po prawej park. Inni też jadą i wtedy już raźniej. Ale ulubiony moment piątkowy to ten kiedy widzę pod stopami brązowo-rudą terakotę jednego z moich klientów. Wymycie tego podłoża stanowi koniec mojej pracy, ostatnia czynność przejechać mopem i szlosss. Ciuz! Ałwiderzejn! Ufff. Weekend. Dałam radę kolejny tydzień i tylko sobie zawsze myślę ile jeszcze takich przede mną. 52? a może 104?

Dziś wyjątkowy dzień i sobie małą prywatę urządzę albowiem mogę bo to mój blog jest. :-) Trzy moje kobitki mają dziś w Polsce urodzinki.
A więc
Drogie! Ka, Ry i ciociu Be. 100 lat Wam życzymy. W zdrowiu i miłości. No i żebyście jak najszybciej na Naszą Polanę przybyły. O! Tego właśnie Wam życzymy. :-)

A co do urodzin w ogóle to już dawno chciałam ten temat poruszyć bowiem uważam, że takimi sprawami dzielić się należy, żeby na przykład innych inspirować a i do pochwały jest to dobra chwila.
Otóż w naszej ekipie urządzamy sobie często urodzinowe niespodzianki. Ale nie to, że nagle zapraszamy kogoś do knajpy a tam zza winkla pojawia się mały tłumek z okrzykiem "niespodzianka!" i załatwione. Owszem, zaskoki w knajpach też były i huralne "SURPRISE" też, ale przyznać należy że otoczka tychże niespodziewanek jest zawsze wyjątkowa, nietuzinkowa i co najważniejsze kompletnie nie do przewidzenia dla bohatera wieczoru. Nie jest to łatwe zadanie bowiem grupa nasza stanowi paręnaście osób i każdy przed urodzinami już po prostu zaczął się spodziewać, że COŚ się może lada moment wydarzyć, więc czasami nasze pomysły zakrawały o perfidne wręcz kłamstewka po to tylko by delikwenta możliwie ostro wyprowadzić w pole.

1. impreza niespodzianka Numer 1...
... zorganizowana była, jeśli dobrze pamiętam dla dzisiejszej jubilatki Ka.
Przyjaciółka jej zaproponowała, że w tamtym roku zabierze ją do Nałęczowa do spa. Ka się ucieszyła bo za urodzinami swymi nie przepada. Stresuje się, denerwuje organizacją i tym czy wszyscy się dobrze bawią i generalnie stres. No to po co się ma dziewczę denerwować. Niech się jedzie i zrelaksuje. Albo niech przynajmniej ma na kilka dni taką świadomość... hehehe. Przyjaciółka Ka robiła wtedy na dwa fronty. Drugi front był ze mną. Z Ka umówiła się do spa a z nami.... na imprezę niespodziankę dla Ka u siebie w domu. Było nas chyba ze 20 osób. Pasza i trunki na stole. My w domu a tamte dwie w samochodzie już prawie na trasie do Nałęczowa i nagle ... do organizatorki zamieszania czyli do prowadzącej auto niby do Nałęczowa, mąż dzwoni, że właśnie wylądował w Polsce /bo niby w delegacji był/ i że może jeszcze przed tym Nałęczowem się na moment w domu spotkają i urodzinowego drinka wypiją ... czy jakoś tak. No i Ka, prawie nieświadoma, została pozbawiona SPA i na imprezie urodzinowej własnej jednak była. I była szczęśliwa. :-)
2. Ciąża
A była w 7 miesiącu ciąży, gdy przyszło jej świętować swoje urodziny. Narzekała chłopakowi, że już gruba, że brzydka, że jej ciężko i że generalnie ... no chyba jak to w 7 miesiącu bywa... słabiej niż słabo. No to śmy się zgadali, że się wszyscy za kobiety w ciąży poprzebieramy. Żeby ciężarnej humor poprawić. I każdy... z brzuchem na imprezę przyszedł. Faceci, kobiety, mama jubilatki i przyszła teściowa.... everybody. Wyszło nawet na to, że prawdziwa ciężarna okazała się być najszczuplejszą z towarzystwa. Uff. :-)
3. Moje urodziny razy DWA
Jednego roku zatrudniłam dzień przed urodzinami dwie moje kochane serdeczne pomocnice do krojenia sałatek na następny dzień na imprezę, którą postanowiłam sama wyprawić żeby ich trochę odciążyć :-). Ja w domowych pieleszach. Włos nieumyty. T-shirt obleśny na sobie. No kroimy, siekamy i gadamy. Jest fajnie. Jaramy się jak to jutro będzie jeszcze fajniej. Około 21:00 miałyśmy jeszcze skoczyć do sklepu po napoje, więc tak jak stałam, pojechałam. Nie jestem raczej typem strojenia się do sklepu. :-). A tu już w aucie nagle dzwoni telefon jednej z moich serdecznych i okazuje się, że ona sobie przez internet kupiła telefon i jest on właśnie do odbioru. Sprzedający proponuje spotkanie w centrum. Zapytały mnie czy mi przeszkadza, że na chwilkę podjedziemy po ten telefon. Ja na pełnym luzie.... Jedziemy! Wchodzimy do ustalonej wcześniej ze sprzedającym knajpki /"no przecież nie będę odbierać telefonu w ciemności na dworze" -  powiedziała Ka/ .... no a ja do ostatnich chwil nie byłam świadoma faktu, że mnie w jajo zrobiono totalne. Stół wielki, przy nim MOI ludzie. Jest impreza.... tylko dlaczego ja wyglądam tak jak wyglądam??? :-)
no to mi rok później zrobili inne jajo. W pracy mi powiedzieli, że wcześnie rano w piątek /tego dnia wypadały moje urodziny/ mamy spotkanie w ministerstwie kultury w sprawie spektaklu o Fryderyku Chopinie dla dzieci, który wtedy /był rok chopinowski/ był u nas HITem. Akcja całkiem realna. Sprawę potraktowałam poważnie. Na elegancko się ubrałam i czekałam na A, która miała po mnie autkiem podjechać. Zadzwoniła o 7:30 /a spotkanie na 8:00/ żebym nie wychodziła jeszcze przed blok bo ona w korku stoi i jak dojedzie to da znać. No to czekam, w rajstopkach, w spódniczce, w płaszczyku, makijaż jak na mnie dość sumiennie wykonany. Nagle stukanie do drzwi. Tutaj w mojej głowie lekka konsternacja, ale nie było czasu na myślenie.... Otwieram. Ekipa wpadła do mnie ze śniadaniem. NAJWIĘKSZE śpiochy /w tym Ka i Ry - dzisiejsze jubilatki/ wstały rano... a gdzie tam... Ry to przyjechała po nocnej zmianie w pracy. Było ich chyba wszystkich z 15 osób. A śniadanko...... !!!!! Kakałko, kawusia, herbatka, naleśniorki, pieczywko, dżemy, konfitury i lody, serki i oliwki. Każdy dzierży to wszystko w dłoniach na paterach, talerzach i półmiskach. No i szampan. Cudnie było. Ślicznie i ja śliczna dla odmiany. :-)))
Ale to był dopiero początek. Potem wywieźli mnie na wioskę. A tam była DOPIERO impreza. Ale tych opowieści to już oszczędze.
4. KOKOsowa audycja
Kolega nasz o ksywce pochodzącej od nazwy dużego orzecha :-), marzył skrycie o poprowadzeniu własnej autorskiej muzycznej audycji radiowej. No tośmy mu załatwili 2h czasu antenowego na urodziny. Było zdziwko! Była radość i potem jaka AUDYCJA była.
5. A się nie spodziewał, że z placu Bankowego doubledeckerem prosto z Londynu zabierzemy go na przejażdżkę po mieście. Było uroczo i Babcia A z nami w autobusie była i też wódeczkę piła. :-)
6. A jak K zorganizowała imprezkę dla siebie i dostała od nas rower prawdziwy :-) i potem nim z nami na Krym pojechała? /a potem jej ten rower w Wawie ukradli... :-(/
7. A jak I dostała od nas pocztą kupony Lotto i loteryjki i losy maści wszelakiej....
ech.... lubię knuć, konspirować, ściemniać.... :-))))) a potem się bawić.     

7 komentarzy:

  1. O raju, jak genialnie. Wszystkie moje urodziny i urodziny innych zrobiły się nagle takie nudne!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze, jeszcze!!!!
    Genialnie, podpisuję się pod Dragonfly ;-))
    Cudowne te Wasze urodziny... wymiękam ;-)))) i... zazdraszczam... u nas tak trywialnie...

    OdpowiedzUsuń
  3. Swietne! Niebywala wyobraznia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie urodziny to ja rozumiem :-) ale co wymyslic gdy nadejda 90-te?! (chodzi mi o to czy pomyslow na niespodzianke wystarczy)
    Ja nie lubie obchodzic urodzin, wole imieniny, bo nie zmuszaja mnie do myslenia o uplywajacym czasie. Ale mialam kilka takich o ktorych pamietam wlasnie dlatego, ze byly niespodziewane i mile :-)
    A propos loterii: na 40 urodziny szefa kupilismu 40 losow i kazdy wpakowalismy do nadmuchanego balona, ale bylo strzalow! (jedynie z pekajacych balonow bo wiekszosc losow byla pustych jak to na loterii a te 'trafione' to i tak jaies plotki)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. plotki znaczy male rybki a nie co innego ;-0

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też chcę takie urodziny!!! A zanosi się, że moje "półwiecze" spędzę na posiedzeniu odwoławczym...Za jakie grzechy?!

    Super knujecie, Panno Nasza Polano, bardzo super. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. takich mieć przyjaciół jak Wy, to ja też chcę :)) Wspaniałe działania :)

    OdpowiedzUsuń