czwartek, 26 stycznia 2012

jak byś nie zrobił, to i tak nie będzie tak, jak trzeba

Dziś znów kilka myśli i refleksji o losie sprzątaczki.
Napiszę bowiem o klientce, której od początku nic nie pasuje i wiecznie zwraca nam uwagę, po czym za chwilę, chcąc złagodzić nieco swój czepliwy wizerunek, proponuje nam kawkę, daje czekoladki lub obdarowuje konfiturami własnej roboty.
Nooo taki z niej typ /na szczęście tylko jedna taka w całej ekipie klientów nam się trafiła/, że za każdym razem zmienia ustalenia, procedury, przyczepia się i zwraca uwagę. Robi to spokojnie choć moim zdaniem bez klasy, stara się wyegzekwować coś, choć nie bardzo wiem co... bo "rules" za każdym razem są inne. A to, że za długo /od początku wiadomo, że mamy do dyspozycji 2h na sprzątanie i zakres obowiązków też został nam przedstawiony/, a to że niedokładnie, a to że ktoś inny robił szybciej, a to że coś tam i sroś tam... Pomijam już fakt, że ja sprzątam tam klatkę schodową /pani jest bowiem właścicielką 3-piętrowej kamienicy/ a ON robi zazwyczaj jakieś bzdurki typu np. ubieranie przez 6h choinki lub sprzątanie tarasu pełnego kwiatów i krzewów. Jego praca jest zazwyczaj miła i przyjemna a moja... wiadomo latamy na szmacie. Oczywiście za nic w świecie nie możemy się zamienić... bo... wiadomo, Pani ma inną wizję.
Otóż ta Pani nie pozwala mi sprzątać schodów dużą szczotką z długim kijem tylko małą zmiotką i szufelką. Jak się czuje po takim ćwiczeniu mój zmasakrowany skoliozą kręgosłup, to nie będę Wam opowiadać, ale raczej nie najlepiej.  Na początku powiedziała, że wszystko jedno jak zrobię, grunt aby było zrobione. Opracowany mam zatem swój system sprzątania schodów i wiem co i jak po kolei. W końcu to nie jest wielka filozofia. Ale okazuje się, że jest... bo kolejność jednak Pani nie podpasowała i generalnie wścibia swój nochal każdego czwartkowego poranka do mego wiadra. Do NIEGO też ma wciąż jakieś ale.....
ALE.... piszę to wszystko po to, żeby przybliżyć nieco nasz emigracyjny los i pokazać Wam, że nawet o sprzątaniu schodów można napisać parę zdań i jak się okazuje dla co poniektórych sprzątnięcie ich w dowolny sposób nie jest takie oczywiste. Dla mnie liczyłby się efekt. Czysto? Czysto. Dziękuje. Póki ktoś nie używa do sprzątania jakiś niedozwolonych detergentów, nie nasączą drewna zbyt dużą ilością wody i stosuje się do ogólnie przyjętych zasad sprzątania to jest git. Została ustalona pewna zasada, czas pracy, jej efektywność i efektowność. No, ale okazuje się, że można ... co tydzień .... coś innego, nowa przyczepka, nowa zaczepka, nowy pomysł, uwaga. Wrrr......

A ja co wtedy robię? Przyjmuje z uśmiechem uwagi od Pani, udając że jej pomysły są świetne i z pewnością wniosą wiele ułatwień do mojej pracy, zabieram sprzęt i idę na szczyt kamienicy i robię swoje. Warczę sobie pod nosem jakieś inwektywy pod adresem starego babsztyla i zaraz myślę o tym, że przecież wiem po co tu jestem/jesteśmy i po prostu chodzę sobie wtedy w myślach po metrach kwadratowych NASZEJ POLANY i jest mi dobrze.

Ot i taka historia.

A dla kontrastu opowiem Wam jak to było w pewnym budynku w stolycy, w którym pracowałam i w którym znajduje się /jeszcze/ siedziba najlepszego teatru na świecie.
Otóż zatrudnione tam były dwie Panie Sprzątające. Pracowały na zmianę co drugi dzień. Do ogarnięcia miały parter i piętro budynku. Powiedzmy, że ok 200 m kwadratowych na parterze i drugie tyle na górze. W tym były dwie toalety, galeria oraz sala teatralna. W sumie dla jednej Pani na zmianie 12 godzinnej, rzetelnej pracy tam było góra na 5 godzin. Gdyby się tak np. obie panie podzieliły sprawiedliwie i z głową swoją pracą i pracowały uczciwie to mogłyby mieć spokojnie tylko kilka godzin roboty do wykonania a resztę mogłyby sobie jakoś tam powiedzmy poudawać, że pracują a i tak budynek lśniłby czystością. Ale po co...? Skoro można nie pracować, doprowadzić budynek do totalnego zasyfienia, kasę na koniec miesiąca pobierać i jeszcze serwować pracownikom naszego teatru takie oto historie.

Scenka rodzajowa:
Jest godzina 18:15. Aktorzy właśnie skończyli próbę i przygotowują się do spektaklu, który ma się rozpocząć o godzinie 19:00. Do kanciapy Pani Sprzątaczki i Pana Ochroniarza schodzi aktor i prosi:
- Pani M., czy mogłaby Pani zmyć podłogę na scenie bo już skończyliśmy próbę? /nadmieniam tylko, że Pani M. sama powinna czyhać na moment, w którym próba się skończy i wkroczyć w odpowiednim momencie z mopem na scenę/
Ale nie.... to nie w tej instytucji.
Bowiem Pani M., nieodwracając wzroku od włączonego telewizora, mówi bezczelnym i nieznoszącym sprzeciwu tonem:
- Dobrze, ale po MILIONERACH.
:-)

By the way, gdyby Bareja spędził kilka dni na obserwowaniu pewnych powiązań, sytuacji i zależności między ludźmi w tym budynku, to miałby materiał na jeszcze parę dobrych komedii. Gwoli informacji - to jest instytucja państwowa. U prywaciarza by to nie przeszło.

Dobrej nocy kochani... :-)
 
 

13 komentarzy:

  1. dobrej nocy. Widzę, że nie tylko ja mam bloga terapeutycznego;-) fajny jest ten twój dystans i spacery po metrach kwadratowych. A jak sobie pomyślę o zamiataniu czegokolwiek zmiotką, to od razu mnie kręgosłup boli;-/
    A w ogóle... to przemyśl dobrze ten Dolny Śląsk! tzn. nie rezygnuj z niego! tylko tu będziesz obcować z duchami wypędzonych i żyć w klimacie Olgi Tokarczuk!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech ten dystans... to efekt mocnej pracy nad sobą. :-) Nie zawsze się udaje ale staram się nie poddawać. Co do Dolnego Śląska to nie rezygnujemy tak szybko tylko po prostu szukamy wszędzie, żeby nie przeoczyć czegoś ważnego. A o Oldze Tokarczuk to usłyszeliśmy podczas naszej pierwszej rekonesansowej podróży od pierwszego pana, z którym rozmawialiśmy o odwiedzanych właśnie terenach. Generalnie podróże kształcą bo wcześniej nie wiedziałam, że ona /i nie tylko ona/ tam mieszka.

      Usuń
  2. Wiem coś o tym, sama kiedyś w Niemczech pracowałam u podobnej jędzy. Współczuję bo wiem ile to kosztuje człowieka nerwów.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosztowało sporo nerwów a teraz to staram się już zwyczajnie trenować spokój :-) to zawsze jakaś nauka.

      Usuń
  3. Podziwiam za cierpliwość i dystans. Nie wiem, czy dałabym tak radę. Już parę razy musiałam pracę zmieniać z powodu mojego niewyparzonego języka. Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  4. To jeszcze raz ja - prześlij mi maila please - zmieniałam kompa i zabyłam Twój adresik. A przepis na mirabelki czeka. Na konfiturę marchewkową też chcesz? I na dyniową?
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz ślę bo przepisiki kuszące :-)

      Usuń
  5. u nas też rządzą panie konserwatorki powierzchni płaskich-czyli w szkole jak w teatrze. Pracy Ci nie zazdroszczę, wystarczy,że dzisiaj przeleciałam się na szufli i mam dość ale ,że cel szczytny na pewno dasz radę- nie zawsze komentuję, ale kibicuję zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo nam miło - każdy kibic jest dla nas cenny bo wspiera nas w chwilach słabości. Mogłabym powiedzieć jak Małysz: "staramy się skakać jak najwyżej i sprawiać publiczności sporo satysfakcji" :-) a w efekcie mam nadzieję, że pewnego dnia sięgniemy po to najwyższe trofeum.

      Usuń
  6. Grunt to spokój ducha. Niech przykład pani M. Wam przyświeca w starciach z ludźmi łatwymi inaczej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Co to robi się w głowie pod wpływem ulotnego poczucia władzy nad drugim człowiekiem ...
    Czasami pomaga odwrócenie "obrazu" i współczucie takiej osobie. Wredna = nieszczęśliwa, samotna, itp.
    A jak takie coś nie pomaga, to uśmiechać się, kląć soczyście w myślach i robić po swojemu, jak nie widzi. I radośnie liczyć kasę :)
    Pozdrawiam serdecznie i kibicuję jak zwykle!

    OdpowiedzUsuń
  8. Tytuł jak Z Kubusia Fatalisty :DDD I tak też pewnie trzeba fatalistycznie do Baby podchodzić. Skoro i tak nie dogodzicie, róbcie po swojemu!!!


    I niech Wam Gwiazda Waszej Polany świeci i w południe i o północy!


    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję wytrwałości i cierpliwości:) Pewnie postępowałabym podobnie. W przypadku takiego egzemplarza żaden argument nie przebije się przez ten "intelektualny beton".
    Gratulacje dla Niego za piękny model! Dobry sposób na odreagowanie całodziennego stresu.

    Pozdrawiam ze słonecznej ojczyzny
    Tomaszowa

    OdpowiedzUsuń