poniedziałek, 22 sierpnia 2011

sauny, domy, rowery i auta....

Rozpoczęłam nową pracę na całego. Dzień w dzień w zasadzie mam zlecenia i jeżdżę po Frankfurcie i okolicach sprzątające ładniejsze, jeszcze ładniejsze lub całkiem zwykłe domy. Dziś spędziłam 7h w jednym takim z basenem, dwiema saunami, siłownią i chyba 3 salonami: jeden z fontanną, drugi kominkowy a trzeci oszklony w zasadzie można rzec w widokiem na niebo. Nawet jak dla 5-osobowej rodziny to chiba tyćkę za wiele, nie? :-)

Praca nie należy może do najlżejszych ale jest jakoś dla mnie sto razy ciekawsza niż siedzenie w knajpie przez 13h. Przynajmniej mam poczucie, że jak skończę zadanie to wsiadam w auto i jadę dalej lub zwyczajnie zawijam do naszej niemieckiej bazy zwanej mieszkaniem. Czyli pozytywy są takie, że: a) nie nudzę się, b) podchodzę do tematu zadaniowo, c) podglądam niecodzienne rozwiązania dotycząca urządzenia domów, d) jak się wszystko rozkręci to będę zarabiała więcej niż w knajpie.

Ale wracając tytułowego do auta to nasze, które dostałam w spadku od mamy jest niestety megawysysaczem benzyny i ogólnie starawym dużym wehikułem, który zaczyna nam tylko sprawiać kłopot. Przymierzamy się więc, i to dość szybko, do zakupu czegoś a) młodszego b) ekonomiczniejszego c) mniejszego d) wyjątkowego. No i tak, znaleźliśmy świetne auto pt SUZUKI Samurai z 1990 roku ale niestety mimo zakochania od pierwszego wejrzenia nie spełniał punktów a, b i c  :-), zatem poszukaliśmy dalej i okazuje się, że jest inne ciekawe SUZUKI model Wagon R+, małe miejskie autko, o niedużym litrażu, śmiesznej sylwetce i niebanalnym ogólnym wrażeniu. Mamy na oku dwa. Jedno oglądaliśmy od środka no i wszystko miło i sympatycznie tylko ON wyczaił, że kapie olej z silnika - no i teraz pytanie czy ktoś wie co to znaczy i czy trzeba się martwić lub uważać na takie objawy? A drugie auto było obejrzane tylko z zewnątrz bo komis był już zamknięty. Do tego samochodu mam swój osobisty sentyment bowiem jechałam nim w życiu tylko raz ale za to z KIM! Otóż w czasach szaleństwa młodzieńczego jeżdżąc po Polsce autostopem złapałam kiedyś redaktora Jerzego Iwaszkiewicza, który testował owo auto do swego kolejnego programu. Dojechaliśmy razem aż do Mikołajek po czym zostaliśmy zaproszeni przez niego na jego łódkę na herbatę, którą zresztą sami sobie musieliśmy zrobić. :-)
No dobra, bo przedłużam....praca jest, szukanie auta też i jakby tego jeszcze było mało to ON rozpoczyna wreszcie działalność serwisu rowerowego w knajpce przy ścieżce rowerowej nad Menem. Imał się już różnych prac ale nic jakoś do końca nie było po jego myśli. Rowery są zawsze po jego i w jego myśli. Szybka akcja z właścicielką knajpki, jej aprobata dotycząca naszego pomysłu i finał jest taki, że od czwartku stanie nad rzeką takie oto logo
    które ON, właśnie gdy ja piszę tego posta, przygotowuje na dworze. ON jest cały zestresowany bo wiadomo: jest to coś nowego, coś samodzielnego i pełnego niewiadomych. Jednak ja wiem jak dobry jest w tym fachu, że da sobie radę nawet bez znajomości języka i że ludzie będą do niego walić wszystkimi ścieżkami. Owszem myślę też o tym, że dookoła jednak są wielkie sklepy rowerowe z profesjonalnymi narzędziami, uchwytami i innymi bajerami ale wierzę, że w dobie dominujących sieciówek i generalnej globalizacji, jest pewna specyficzna grupa ludzi, która  docenia małe, samodzielne przedsiębiorstewka :-) i że ON wygra w jakimś stopniu z dużymi korporacyjnymi sklepami. Po pierwsze zamysł jest taki, że ON ma serwis przy ścieżce a przy niej jest knajpka. Knajpka jest fajna bo przypomina mi warszawską Chłodną 25. Ludzie przyjeżdżają na piwko, na wystawę, na ciastko, wieczorem na kino plenerowe a ON na swoim stanowisku, podczas gdy inni cieszą się życiem, naprawia im rowery. To funkcjonowało w naszej Stolycy to czemu ma tutaj nie wypalić. :-)
Trzymajta kciuki za mego chłopa bo wiem, że radosny będzie mocno jak klientów załapie pierwszych a i język szybko podszkoli bo wiadomo, że jak trzeba się dogadać to trzeba. :-)

5 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki, musi wypalić, tylko cierpliwości trza. Życzę powodzenia w sprzedaży i zakupie samochodu. Tylko nie zapatrz się za bardzo na te luksusy, bo zamiast domu na wsi zaczniesz marzyć o pałacu z ze służbą :) ślę buziaki pachnące rosą o poranku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. haha, takie marzenie to mi chyba raczej nie grozi... :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Twoją odwagę w podejmowaniu się nowych, nieznanych zajęć.
    Życzę Wam powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. oczywiście, że trzymam kciuki i śledzę wasze poczynania z podziwem.

    OdpowiedzUsuń