piątek, 11 maja 2018

wyślę Ci pinezkę

Jakby tak zerknąć na to, co działo się rok temu to pewnie każdy z nas ma świadomość, że z perspektywy "dzisiaj" sporo uległo zmianie. Zmiany dzieją się na bieżąco w życiu naszym i naszych najbliższych. A wiec prawie rok temu przybył do nas (nie pierwszy raz zresztą) znajomy ze Stolycy, który rozkochał się w Naszej Polanie prawie od samego początku jej funkcjonowania. Mocno zżył się  nie tylko z gospodarzami ale i z przedmiotami na terenie domu. Baaa.... jest nawet konkretnym współautorem sporej części pokrycia dachowego, które niestety z takich czy innych przyczyn nadal nie jest do końca położone. Może kiedyś...?

Marcel... bo o nim tu mowa, traktuje Naszą Polanę jako swoisty azyl, trochę sposób na spędzenie wolnego czasu, trochę jako cel podróży, gdy dosiada swojego jednoślada, trochę jako miejsce, gdzie może się nieźle ubrudzić i zmęczyć ale tylko po to by potem, wieczorem przy chmielowym zimnym napoju, oddać się kontemplacjom, rozmowom o życiu, zadumie nad tym czy owym.

Właśnie byliśmy pogrążeni w jednej z takich rozmów, którejś chyba czerwcowej niedzieli zeszłego roku i właśnie autem zmierzaliśmy do grybowskiej lodziarni na całkiem niezłe lody. W tym momencie jednak Marcel dokonał gwałtownego skrętu w lewo i już zamiast do Grybowa, jechaliśmy do Krynicy na (podobno) o wiele lepsze lody. No to sobie jedziemy, gadamy o życiu, słuchamy jakimś cudem genialnego wykonania Dawida Podsiadło "Nic nie może wiecznie trwać" (rety ta moja dokładność w zapamiętywaniu szczegółów (sic!)) i faktycznie lody w Krynicy okazują się być znakomite. Przywieziona i odwieziona zostałam więc ciężko było z topografią terenu i pamięcią (w tym wypadku) co do miejsca owej lodziarni. Tylko gdzieś między zwojami mózgowymi majaczyła się nazwa "Śnieżynka". Tyle.

Mija rok, są u mnie kolejni Goście. Wybierają się do Krynicy i pytają o co tam warto zahaczyć. Hm... a mnie oprócz Muzeum Nikifora i... wyżej wspomnianej lodziarni nic nie przychodzi do głowy bo osobiście do Krynicy nigdy mnie nie ciągnie i gdyby nie raptowny zwrot akcji w wykonaniu Marcela prawie rok temu, moja przygoda z Krynicą zakończyłaby się pewnie na tej jedynej wizycie z rodzicami, gdy miałam lat 6. (Ależ długie zdanie zbudowałam!)

No ale jest problem bo byłam tam raz więc jak Gościom ową "Śnieżynkę" opisać i wytłumaczyć jej położenie. Dzwonię do Marcela (który Krynicę zna pewnie lepiej niż nie jeden lokales) i zapytuję o ową lodziarnię... a On mnie, osobie zdecydowanie bardziej analogowej niż cyfrowej, tej która ze smartfonem w zasadzie sobie nie radzi bo takowego nie posiada, nie korzysta z żadnych łocapów i innych insta... mówi nagle taki tekst "Marlenka, zaraz wyślę Ci pinezkę", czym rozwalił mnie  i ubawił dość mocno i to do tego stopnia, że postanowiłam Marcelowi ów wpis poświęcić.

Pinezki to ja mam w pudełeczku w szufladzie mego starego stołu ALE jestem zawsze wdzięczna za to, że mam wokół siebie ludzi, którzy mnie uświadamiają w nowinkach tego świata, z którego w zasadzie uciekłam i do którego jest mi nieco pod górę. Jednak nie zamykam się! Warto wiedzieć, że coś takiego jak wirtualna pinezka istnieje mimo iż w życiu bym jej do ręki nie wzięła :-)

Jak to mawiała moja Pani Profesor od angielskiego (surowa była i wymagająca wybitnie): "Można nie lubić zespołu U2 ale wypada wiedzieć, że w najbliższy weekend występują na Służewcu w Warszawie" Schowałam sobie tę cenną myśl na całe życie do kieszeni więc z przyjemnością konotuję iż coś takiego jak pinezkę można chcieć mi jakoś wysłać. HA! :-)

A gdybyś chciał Marcelu wiedzieć, to pinezki od Ciebie mają się u mnie znakomicie a niektóre to nawet owoce przynoszą. :-)






Ścisk!

4 komentarze:

  1. :)))) Aż sobie westchnęłam jak doszłam do końca, że już się skończyło... bardzo przyjemnie mi się czytało. Ja również pierwszy raz słyszę o ,,pinezce" :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to jest nas już dwie :-) nie jestem sama z tą pinezką

      Usuń
    2. :) Od razu raźniej :D

      Usuń
  2. Haha! A ja to chyba znam tę lodziarnię! Przed tym jak główna droga skręca w prawo, po prawej stronie. Rodzinna. Codziennie inne smaki, sezonowe. Przy kasie siedziała wówczas nestorka rodu, mam nadzieję, że miewa się dobrze. Nie mogę Ci tu zdjęcia wrzucić, ale jedliśmy tam lody po Festiwalu Biegowym! Gigantyczne porcje!

    OdpowiedzUsuń