poniedziałek, 23 października 2017

po łemkowsku

Nasza Polana ma zaszczyt zamieszkiwać piękne tereny łemkowszczyzny. Tak się to po prostu zwyczajnie i naturalnie ułożyło. Skręciliśmy tu przecież z drogi nr 28 między innymi dlatego żeby te cerkiewki poznać, żeby we mszy łemkowskiej z totalnej ciekawości uczestniczyć, żeby nozdrzami zapach drewna starego poczuć ... i tak zostaliśmy. 

Od łemkowszczyzny trudno tu uciec i dobrze, bo piękna jest, bo oryginalna jej kultura, bo architektura, bo kuchnia, bo wreszcie pieśni i muzyka. Wbrew pozorom żyje łemkowszczyzna i moim zdaniem ma się dobrze. A może i jeszcze lepiej bo od czasu jakiegoś i my dokładamy do tego swoją cegiełkę. 

  
Jest nas piękna grupa kobiet plus jeden rodzynek Robert. Jest Ona czyli Mistrzyni Tradycji - Julia Doszna, która przekazuje nam to, co najcenniejsze. Podobno zamiar był taki żeby wcale nie uczyć nas śpiewać, choć w sumie wiele Julia robi byśmy śpiewali jak najlepiej. Trzymamy w dłoniach stare łemkowskie teksty, śpiewając uczymy się ich na pamięć  i chcąc nie chcąc dajemy im nowe życie, przekazujemy im nasze współczesne emocje, wkładamy swoje dusze, prywatne przeżycia, osobiste historie. Czasem odgrywamy scenki rodzajowe w tych pieśniach i bawimy się nimi. Patrzymy sobie w oczy lub je zamykamy i próbujemy aby muzyka, która wydobywa się z nas unosiła te pieśni jedynym i niepowtarzalnym rytmem. 

foto: Robert Werbanow

foto: Robert Werbanow

Z początku nieco wstydliwie i nieporadnie, ale teraz już znacznie pewniejsi siebie otwieramy się na nie, rozluźniamy zaciśnięte gardła i czujemy jak świat pięknieje gdy przepływa między nami dobra wibracja. Bo to się urodziło bardzo powoli. Odtwarzanie pieśni jest doświadczeniem niepowtarzalnym bo odtwarzaniem przestaje w pewnej chwili być i można z całą odwagą powiedzieć, że już coś... tworzymy. Własny ich charakter, który za każdym razem zależy od wielu czynników. Od pogody, od temperatury a może i od nastroju jednego z nas, który udziela się nieświadomie wszystkim. Czasem jest leniwiej a czasem poważniej, odważniej i weselej, a czasem sentymentalnie i wzruszająco. 

foto: Robert Werbanow

foto: Robert Werbanow
Wiele osób, nawet tych które mnie dobrze znają, nie wie że zawsze marzyłam o śpiewaniu. Marzyłam o tym aby stanąć nad potokiem, idąc przez lasy, góry czy doliny móc wyśpiewać ten świat, emocje, historie... Najpiękniejsze, że nie ważny jest przy tym za bardzo talent, a jedynie chęć. Tak wiele słuchamy muzyki a tak mało jej w obecnych czasach śpiewamy. Cieszę się, że mam możliwość robić to drugie, w towarzystwie pięknych ludzi, których wolnymi i małymi kroczkami poznaję. Pod okiem najlepszego z pedagogów, który nie sili się na bycie naszą nauczycielką ale partnerką w tym co wspólnie co piątek wyśpiewujemy. Dziękuję*


* Dziękuję Klaudii Zbiegeń za możliwość wspólnego śpiewania pieśni, a Julii Dosznie za to, że tak systematycznie, delikatnie i bez cienia nacisku rozluźnia nasze gardła i nasze dusze :-)


a na Łemkowynie nawet koty śpiewają :-)
foto: Robert Werbanow




3 komentarze:

  1. No padłam z tego kota,on sie Wam przedrzeźnia cwaniak ,haha
    A śpiew to jest coś wspaniałego ,wtedy sie żyje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie zdjęcie "śpiewającego" rudzielca! Śpiew był niegdyś nieodłącznym elementem życia codziennego, towarzyszył przy pracy,
    często umilał czynności związane z prowadzeniem gospodarstwa, stanowił elementnobrzędów i zabawy. Wspaniale, że masz mozliwość realizować właśnie tam, gdzie mieszkasz, to marzenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam płytę pani Julii, stąd też znam kilka jej piosenek ... Tycha woda, tycha woda, łem ne na Beskidi, dawno, dawno ja ne była z miłym na besidi ... to tylko jedna z nich, nawet umiem "podszczypać" ją na gitarze; mąż zawsze mówi, że najprostsze rytmy najłatwiej wpadają w ucho, i łatwiej je się nauczyć, czy to zagrać, czy zaśpiewać:-) tęskne melodie za miłym, czy o Cyhanoczce, która musiała iść "za sinieje morie" chwytają za serce, niezależnie od tego, w jakim języku śpiewane; miałyśmy kiedyś taką grupę śpiewającą, ale rozsadziło ją od środka, plotki, intrygi, może zawiść, a licho wie! wycofałam się rakiem; brakuje mi takich spotkań, bardzo; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń