poniedziałek, 17 kwietnia 2017

bez smyczy

To były piękne 3 dni. I nawet nie idzie o to, że święta, że z rodziną JEGO, że nie przy stole tylko na spacerze i przy grach i rozmowach rodzinnych, i ogólnie na wyjeździe - a z naszego pięknego wiejskiego grajdołka też czasem fajnie jest wyjechać i zmienić region na równinny, gdzie horyzont sięga znacznie dalej niż u nas.

Było pięknie z zupełnie innego powodu.

Nie jestem niewolnicą gadżetów elektronicznych. Nie posiadam smartfona więc na telefon nie przychodzą mi żadne powiadomienia za wyjątkiem smsów (nawet mmsów mój "zaawansowany" telefon nie odbiera) i zwykłych rozmów telefonicznych. Telefony, w porównaniu z moim miejskim życiem dzwonią znacznie rzadziej i w zasadzie mnie to cieszy. Lubię pogadać, przez telefon też, ale maniakalną fanką tej czynności nie jestem.
A tu w święta taki oto prezent od jednej z sieci komórkowych: miałam do niedawna telefon na doładowanie, bez abonamentu. Obecnie kończy nam się umowa internetowa z jedną ze znanych sieci i w ramach polepszenia sobie warunków finansowych tego zobowiązania, mam w tej samej cenie co dotychczas nie tylko internet ale i 1 numer bez ograniczeń do wszystkich sieci. Zależało mi rzecz jasna na zostawieniu starego numeru, więc został on w czwartek przeniesiony do nowej sieci. Poinformowano mnie (błędnie), że w chwili gdy usługi w starej sieci przestaną być aktywne, powinnam zmienić kartę na tę nową i będę miała je aktywne w nowej sieci. Tak się jednak nie stało bo w sobotę już nie udało im się tego numeru przenieść a wiadomo, że święta to święta....

I tak oto stało się, w sumie nic wielkiego, nic znaczącego a jak wiele zmieniającego w jakości życia przez tych parę dni. Telefon milczał. Internetu nie potrzebowałam. Laptop został by się kurzyć w domu. Rzec by można "było idealnie". I tak było w rzeczywistości.

Ta smycz, do której kurczę jednak jesteśmy przyspawani. Ten facebook, który kusi, ten email sprawdzany po kilka razy dziennie a przecież można by raz, wieczorem, hurtem, wszystko.

Martwią mnie bardzo, cholernie, okrutnie i przesmutnie te wszystkie głowy schylone i skierowane wiecznie w ekrany smartfonowe. Martwi mnie, że rezygnujemy z map papierowych na korzyść GPSów, które ogłupiają, nie pozwalają myśleć ani zastanowić się gdzie aktualnie się znajdujemy. Brak zasięgu w jakimkolwiek z urządzeń wpędza nas w poczucie paniki a tym samym tracimy poczucie bezpieczeństwa.

Nie umiem się odnaleźć w tym świecie coraz mocniej z elektronizowanym. Wszędzie każą nam coś aplikować, płatności kartami kredytowymi (również nie posiadamy) odcinają nas niejednokrotnie od różnych usług na tym świecie, bo czasami inaczej już zapłacić nie można. Wtedy pomagają przyjaciele, którzy mają i którym to służy i którzy lubią i odnajdują się w tym labiryncie cywilizacyjnym. Ja coraz mniej.

Luzuję sobie tę smycz i dobrze mi z tym luzem choć wiem, że zawodowo odciąć się od wszystkiego na razie nie sposób. Internet jest bowiem najlepszym kanałem na dotarcie do potencjalnych Gości Naszej Polany i tutaj po prosu godzę się na to bo wyjścia innego nie mam. Może kiedyś osiągniemy jako Nasza Polana taki status na mapie Polski, że poczta pantoflowa zadziała milion razy lepiej niż światłowody i satelity. Modlę się o to i czekam z utęsknieniem na taki moment.

Tymczasem raduję się me serce (do jutra) z powodu ciszy w telefonie komórkowym. Ściskam i życzę luzowania smyczy. To my rządźmy tymi urządzeniami i nie pozwólmy żeby było inaczej.


2 komentarze:

  1. Uważam podobnie. Za dużo elektroniki i wirtualu. Nawet nie zauważyliśmy, że Matrix już nas ogarnął. Tyle że nie mamy kontaktów i wtyczek z tyłu głowy, a bezpośrednio w mózgu. I taka to różnica.
    Mój telefon pozdrawia twój telefon, a ja pozdrawia Cię.
    Niech żyje rzeczywistarzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niech żyje!!!! :-)
    Ściskam nadal bez telefonu. :-)

    OdpowiedzUsuń