niedziela, 15 marca 2015

szał przeprowadzek

Odkąd tu jesteśmy przeżyliśmy naprawdę wiele przeróżnych przeprowadzek. A to Francuzka z obywatelstwem amerykańskim przeniosła się z mężem do Frankfurtu, po to aby po roku czasu spakować swój cały konkretny i dość obszerny dobytek i przenieść się (także wraz z mężem) do Brazylii. Pracowałam u niej od samego początku do końca ich niemieckiej przygody i wiem co to znaczy pakowanie dobytku osoby, która cierpi na zakupoholizm i ma naprawdę wszystkiego o wiele za dużo. Ich dwupoziomowe mieszkanie ogarnialiśmy we wszelkiego rodzaju kartony i paczki ponad dwa tygodnie. Każdy przedmiot owinięty szczelnie i dokładnie folią bąbelkową, każdy zabezpieczony naprawdę 3 razy solidniej niż to potrzebne. Ale ponieważ była to osoba o niezwykłym uroku osobistym, o czym wspominałam tu kiedyś, praca z nią i jej fanaberiami była dla nas najczystszej postaci przyjemnością. Takiej klientki nie miałam już nigdy.

Potem nasi bardzo fajni klienci - niemieckie małżeństwo z córeczką - otrzymali pracę w tej samej firmie co w Niemczech ale na wyspie Jersey. Ich pakowaniem zajęła się firma przeprowadzkowa, jednak my odpowiedzialni byliśmy za uprzątnięcie i to gruntowne całego mieszkania. Mimo iż człowiek czyści te metry kwadratowe co tydzień, to jednak sprzątanie powyproprowadzkowe, które ma być zaakceptowane przez właściciela lokalu, po to aby wynajmujący otrzymał zwrot kaucji, to praca iście wyczerpująca i zdająca się nie mieć końca.

Następnie rodzina z RPA,  która chciała rozpocząć nowe życie na niemieckiej ziemi, niestety miała z tym male finansowe problemy, więc musiała zmienić mieszkanie na mniejsze i tańsze i nieco dalej od centrum miasta i przeniosła się na obrzeża, po czym po paru miesiącach małżeństwo owo niestety się rozpadło i ona wróciła z dziećmi do RPA a mąż pojechał szukać szczęścia do Londynu. Byliśmy obecni przy obu przeprowadzkach a potem przy malowaniu i oczyszczaniu mieszkania po ich wyjeździe z Niemiec.

Moje inne klientki - małżeństwo lesbijek - także dostały ciekawą propozycję ze swojej firmy i od stycznia rozpoczęły nowe życie w Armenii. Sprzątanie mieszkania oczywiście było naszą pracą a że potem dostałam po nich w spadku pracę u małżeństwa, które wprowadziło się do mieszkania po nich, musiałam też dopieścić kolejne detale, bowiem pani okazała się totalną, mega wywaloną w kosmos pedantką.

W międzyczasie moja inna klientka zmieniła dwa razy dom, więc wiadoma sprawa, że sprzątanie powyprowadzkowe a potem powprowadzkowe, i tak dwa razy, były zleceniem dla nas.
Jeszcze kolejna też kupiła nowy dom, więc stare mieszkanie wylizane a nowy dom też czyszczony był przez nas nonstop przez prawie 48h. Spaliśmy tam bo nie opłacało się wracać na noc do domu.

Dziś dowiedziałam się, że moja dawna klientka wraca z rodziną do Holandii. Jutro zdają mieszkanie (bagatelka około 150 metrów) a dziś wieczorem dostałam od niej smsa, czy przypadkiem bym jutro nie wpadła posprzątać. :-) Sorry Gregory ale już nie ze mną takie numery.

Podczas tych wszystkich przeprowadzek, wyprowadzek, wprowadzek, pakowań, sortowań, eliminacji brudu i segregacji niepotrzebności, ZAWSZE w marzeniach rozmyślałam jak to będzie samemu pakować się do wyjazdu, do powrotu, do nowego. Jak to będzie malować własny wynajęty kąt, sprzątać po sobie samych, czyścić niedoczyszczone, wyrzucać niepotrzebne, pakować skarby i wreszcie wsiąść do auta i zatrzasnąć za sobą symboliczne drzwi celem otwarcia nowych. Ten moment się zbliża. My też będziemy z zapałem doprowadzać mieszkanie do stanu jaki tu zastaliśmy, aby z czystym sumieniem czekać na wypłatę kaucji, która wtedy znaczyła dla nas wydanie wszystkich zarobionych przez pierwsze miesiące funduszy. Teraz tylko nieco wzmocni nasz budżet.

Zostało 46 dni.

6 komentarzy:

  1. Tylko 46! Nieco ponad miesiąc! Czy myślałaś, że to tak szybko zleci? ;-))
    (a ja właśnie przed chwilą skomentowałam poprzedni wpis... doprawdy, cóż za tempo, nie uczcie się ode mnie)
    Możecie się pomału pakować ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no od jakiegoś czasu zaczęło lecieć jak z bicza strzelił ale nadal ciężko uwierzyć, że to koniec :-) :-)
      pakowanie Droga Inkwi trwa już od czasu jakiegoś bo na jeden raz przetransportować się nie dałoby rady. Ściski i może.... do zoba.... :-)

      Usuń
  2. Tylko 46 dni? Zleciało nie wiadomo kiedy. Czas nam ucieka ciągle :)
    Ściskam i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety czas leci zbyt szybko - jak dla mnie - ale niektórzy nas przekonują, że na wsi leci nieco wolniej niż tu na obczyźnie, w co staram się nieustannie wierzyć :-)

      Usuń
  3. "Blisko, coraz bliżej", że tak filmowo napiszę. Rzeczywiście szybko leci. Powodzenia w pakowaniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo..... no i sobie przypomnę tenże film bo dawno temu oglądałam. Dzięki Owieczko!

      Usuń