poniedziałek, 9 czerwca 2014

Mistrz w Beskidzie Niskim

Mama ukulturalniała mnie od najwcześniejszych mych lat. Kino, teatr, koncerty, wystawy. Zawsze miała skądś zdobyte bilety na coś, co w zasadzie zawsze okazywało się strzałem w dziesiątkę. To dzięki niej mając 8 czy 9 lat pierwszy raz ujrzałam na swe oczy "Amadeusza" a wcześniej "Hair" a Milos Forman stał się mym guru na wiele lat i cenię go bardzo do dziś.
Wszystkie moje uniesienia związane z teatrem, mają swoje źródło w pomysłach mojej mamy. Ona zawsze wiedziała co jest dobre, co warto, co trzeba, co koniecznie.
Miałam nawet swoje 5 minut w ognisku teatralnym, w jednym z warszawskich teatrów pod dyrekcją znanego małżeństwa, ale niestety w moim przypadku był to totalny niewypał i niezła trauma, więc pominę ten wątek milczeniem.
Nic jednak dziwnego, że po latach, moje cztery litery zasiadły na stołku PR managera stołecznego teatru, który to czas wspominam z łezką w oku i wierzę, że kiedyś nasze drogi zawodowe jeszcze nie raz się skrzyżują, bo prywatnie jesteśmy chyba nierozłączni.
Na deskach owego teatru, w ramach Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramu Współczesnego, miał kiedyś wystąpić jako gość, guru i mistrz, Jan Peszek ze swym nieśmiertelnym ale jakże nadal aktualnym "Scenariuszem dla nieistniejącego lecz możliwego aktora instrumentalnego" Bogusława Schaeffera. 
Pan Jan potrzebuje do tego spektaklu dość specyficzny zestaw scenograficzny: wiadro, drabina, 1 kg mąki, deski i takie tam detale. Zazwyczaj nie wozi tego ze sobą ponieważ podróżuje pociągami, więc teatr musi mu to zapewnić. Dla pewności, przed spektaklem, zostałam poproszona o zatelefonowanie do Jana Peszka celem potwierdzenia czy wszystko mamy, bowiem wcześniej ktoś tę listę rekwizytów spisał w pośpiechu i "na kolanie". Dzwonię. Jan Peszek mówi ściszonym głosem, że jedzie pociągiem i nie może głośno rozmawiać. Informuję, że dzwonię tylko celem potwierdzenia gotowości ze scenografią i wyliczam co mamy. Pan Jan słucha mnie cierpliwie, po czym mówi "Nieee... wszystko Pani pokręciła..." i równie cierpliwie poprawia mnie, jak powinna wyglądać cała lista. No cóż.... pierwsza wpadka zaliczona. 
W końcu, gdy Jan Peszek dociera do naszego teatru, okazuje się, że druga wpadka czai się za rogiem, bowiem jego garderoba nie została jeszcze zwolniona a tym samym przygotowana i posprzątania. Jako że teatr dysponował tylko jedną garderobą, zaproponowaliśmy kawę, herbatkę, ciasteczko i przeprosiliśmy za zwłokę. Jan Peszek w całym swoim wyluzowaniu rozwalił nas kompletnie, bowiem powiedział, żeby się niczym nie przejmować, bo on tu sobie w kąciku, w korytarzu zmieni strój prywatny na kostium i po kłopocie. Scenografię rozkładał i składał po spektaklu osobiście bo "panowie jesteście już przecież po trzecim dniu festiwalu i na pewno jesteście zmęczeni". Uśmiech, luz, ZERO gwiazdorzenia, kumpel! Klasa!
Uczestnicy naszego festiwalu, młodzi adepci sztuki teatralnej, bez znanych nazwisk, bez spektakularnych osiągnięć, potrafili niestety skandalicznie gwiazdorzyć i jednocześnie wymagać rzeczy daleko wykraczających poza ich teoretyczne potrzeby. A tu, wielki mistrz polskiej sceny teatralnej i taka piękna skromność. Czemu nie uczą tego w Akademii Teatralnej? 
Inna anegdota z Janem Peszkiem dotyczy tym razem mego taty. W jednym z spektakli, również Bogusława Schaeffera, Jan Peszek wygłasza taki oto niezbyt mądry i pozbawiony sensu monolog 
"Kiedy byłem bardzo mały, obie ręce mi śmierdziały, 
lecz skończyła się ma męka, śmierdzi tylko jedna ręka"
Z tego i jeszcze z wielu innych tekstów śmialiśmy się zawsze w naszym rodzinnym gronie. Fart chciał, że pewnego dnia mój tata dzielił przez kilkanaście sekund windę z Janem Peszkiem. Zjeżdżali w towarzystwie innych jeszcze osób na jednego z warszawskich biurowców.  Jako, że mój tata ma niewiele zahamowań, postanowił wykorzystać moment i zaczął tak niby do siebie "Kiedy byłem bardzo mały, obie ręce mi śmierdziały," bo czym Jan Peszek całkiem naturalnie dodał "lecz skończyła się ma męka, śmierdzi tylko jedna ręka". 
Wysiadając z windy podali sobie ręce i tym samym zakończyli ten spontaniczny happening.  

Dlaczego o tym wszystkim piszę...
Bowiem od lat paru marzę o tym, aby wybrać się na Spotkania Teatralne Innowica. Wydarzenie to zawsze odbywa się na przełomie maja i czerwca. Tym razem jednak organizatorzy z przyczyn dla mnie kompletnie nieznanych, przenieśli festiwal na drugą połowę czerwca, czyli na dokładnie ten czas, kiedy ja jadę odwiedzić JEGO. Zaglądam na stronę Spotkań a tam...... 

19 czerwca (czwartek)

17.00 - Jan Peszek "Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" [Sarepta – stodoła]


Nie wiem czy ktoś z Was będzie w tym czasie w Beskidzie Niskim ale jeśli nie to zaplanujcie i bądźcie. Spektakl ten wykonany na terenie Nowicy dostanie nowej jakości, która w sumie chyba nie jest mu nawet jakoś specjalnie potrzebna, ale warto będzie to przeżyć. Jan Peszek kończy w tym roku 70 lat, a ten spektakl gra niezmiennie od 38 lat. Jego kunszt aktorski w połączeniu z formą fizyczną, której może mu pozazdrościć niejeden nastolatek, wbijają w fotel.
Ja tam będę. Nie wiem czemu uzurpuję sobie to prawo ale ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE!

7 komentarzy:

  1. My będziemy. Zresztą chcieliśmy też Was odwiedzić w Uściu. Mamy kilka pytań i chcieliśmy wpaść z sąsiedzką wizytą.
    Do zobaczenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super! spotkamy się albo w Nowicy albo niezależnie zapraszamy do nas. Zadzwonię jak będę na miejscu. :-)

      Usuń
  2. też się wybieramy- mam nadzieję do zobaczenia :-))) pozdrawiam upalnieeee jola

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj chodziło się chodziło na filmy Formana.
    Może wybiorę się do Nowicy ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to dawaj Zofijanno, opanujemy Nowicę :-)

      Usuń
  4. Przyczyna jest znana i oczywista: jedziesz TAM. I tak musiało być ;) Zazdroszczę znajomości - a nawet zażyłości z Janem Peszkiem - bardzo go cenię i lubię. Córkę zresztą też ;-))
    A więc widzisz, że wszystko toczy się tak, jak powinno ;-) Chciałam odpisać na maila, ale wiesz... trudne macierzyństwo ;-) nieprzespane noce itp...
    Czy się wybierasz po drodze zobaczyć jak (nie) idzie nam remont? Całuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak (nie) idzie Wam remont to wolałabym nie... :-) tym bardziej, że lecę LOTem i lądowanie mam w stolycy. :-) Ale pomacham Wam z góry.
      wpadnę wpadnę kolejnym razem jak będziemy autkiem :-)

      Usuń